Weekend

Relax

1975099_691891407515921_7114201122463287489_n

Po pracowitym tygodniu czas na odrobinę relaksu i najnowsze ciekawostki z sieci.

Seks w pudełku na wizji. Zastanawiam się co jeszcze nas czeka?

„I just made love” – portal, na którym można pochwalić się, że właśnie odbyło się stosunek. Dzięki Ania za link!

Nowojorskie kobiety rysują swoje piersi.

Bardzo ciekawy wywiad. Homo okiem hetero.

Co Google wie o naszym seksie?

Intymne portrety gwiazd porno.

I na koniec projekt, który zrobił na mnie największe wrażenie. Lucy Hilmer od 40 lat fotografuje się w każdy dzień swoich urodzin. Nie ma na sobie nic oprócz białych „babcinych” majtek, butów i skarpet. Oprócz scenerii, członków rodziny, zmienia się również jej ciało. W tym roku artystka skończy 70 lat.

 Udanego weekendu!

Standard
Places

Siła jest kobietą

20130410143541_9afe02e085

Jeśli stacjonujecie w Warszawie lub wybieracie się na weekend do stolicy polecam odwiedzenie Leica Gallery gdzie można oglądać zdjęcia Szymona Brodziaka na wystawie BRODZIAK „ONE”. Czarno-białe fotografie przedstawiają piękno kobiecego ciała, z którego bije niesamowita siła.

„Brodziak fotografuje głównie kobiety, czasem nagie, zawsze w czerni i bieli, zawsze piękne, silne, onieśmielające. Zdarza się, że jego prace wzbudzają kontrowersje, bo modelki na zdjęciach pojawiają się w nietypowych pozach i miejscach, a nawet nietypowych rolach: kobiety-lampy, manekina przewożonego do magazynu, lalki zawieszonej na drzwiach czy… rośliny w tubie do pakowania choinek. Ale są też zdjęcia klasyczne, a nawet romantyczne, pełne emocji, portrety przyciągające uwagę grą świateł.”

Sam autor nie ukrywa, że jego twórczość ma zdecydowanie komercyjny charakter, a w zdjęciach nie należy doszukiwać się zbędnej filozofii. Tak czy inaczej, kobiety na jego zdjęciach wyglądają zniewalająco.

20130410145058_4576203ed0

20130410135647_6827dbb53d

/ fot. www.szymonbrodziak.com

Choć wystawa przedstawia jedynie mały skrawek twórczości Brodziaka, może stanowić bardzo miły przystanek podczas niedzielnego spaceru.

Wystawę możecie odwiedzać do 15.03.2015.

Leica Gallery Warszawa, ul. Mysia 3, II piętro

Wstęp wolny!

Standard
Edukacja

Zła edukacja?

Plakat_FDN_Mysle_wiec_nie_sle

Nie planowałam zabierać głosu w tej dyskusji, ale im więcej czytam i zagłębiam się w falę krytyki z nią związaną, nie jestem w stanie przejść obok obojętnie. Dyskusja dotyczy najnowszej kampanii edukacyjnej Fundacji Dzieci Niczyje, poświęconej sekstingowi czyli rejestrowaniu i przesyłaniu swoich zdjęć o charakterze seksualnym (zazwyczaj nagich) poprzez telefon lub internet. W ramach kampanii powstał spot (link!), który na łamach Wysokich Obcasów został zinterpretowany jako utrwalanie szkodliwych dla kobiet stereotypów na temat seksualności. Fundacja została posądzona o promowanie wśród nastolatek „mitu zdziry” i przerzucaniu całej odpowiedzialności za zjawisko sekstingu na kobiety.

Mam wrażenie, że ktoś tu czegoś nie rozumie. Fundacja Dzieci Niczyje, jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się ochroną praw i przeciwdziałaniem przemocy, również seksualnej, osób małoletnich. I to do nich skierowana jest wspomniana kampania społeczna. Spot „Myślę, więc nie ślę” może szokować, ponieważ w sposób dobitny przedstawia rzeczywistość, w której przyszło żyć dzisiejszym nastolatkom. Język kampanii i użyte w niej określenia nie zostały wyssane z palca, a wręcz przeciwnie patrząc na brutalność i dosadność niektórych komentarzy z sieci myślę, że są jedynie namiastką i łagodną wersją rzeczywistości.

Edukacja seksualna nie powinna polegać jedynie na przypominaniu młodym ludziom o rozwijaniu ich seksualności, wolności w wyrażaniu, ale również w dużej mierze na przekazywaniu im rzetelnych informacji i informowaniu o konsekwencjach ich zachowania. Czy informując nastolatkę, że wchodząc po zmroku w ciemną ulicę może zostać skrzywdzona, a nawet zgwałcona, przekazuję jej krzywdzący stereotyp? Czy ograniczam w ten sposób jej prawo do wyrażania siebie i wolności? A może utrwalam seksistowski stereotyp, że kobieta jest słabsza i sobie nie poradzi? Nie zawsze moje drogie Panie chodzi o walkę płci i spór o to kto jest silniejszy, ale o REALNE zagrożenie.

To samo dotyczy wysyłania swoich nagich zdjęć. W dzisiejszej dobie przepływu informacji tracimy kontrolę nad tym co publikujemy w sieci z momentem jednego kliknięcia. Bezpowrotnie. I musimy liczyć się z komentarzami innych. Wydaje mi się, że jako ludzie dorośli, mamy jednak większą świadomość swoich działań i jesteśmy w stanie przewidzieć ewentualne konsekwencje. Inne prawa dotyczą dzieci i młodzieży i do nich skierowana jest ta kampania.

Kolejnym zarzutem wobec kampanii jest brak obecności sprawcy. Z racji swoich działań, Fundacja skupia się głównie na obronie i zadbaniu o bezpieczeństwo ofiary. Opinia, że równa się to zdjęciu winy ze sprawcy jest według mnie wielką nadinterpretacją. Nie da się skierować 30-sekundowego spotu zarówno do ofiary jak i sprawcy. Ten wątek nie został jednak pozostawiony sam sobie, ponieważ prawie równolegle prowadzona jest również kampania „Dodaj znajomego”, która skierowana jest do sprawców przemocy internetowej czyli „hejtujących”.

Swoją drogą, nie przypominam sobie, by w naszym kraju powstała kiedykolwiek ogólnopolska kampania skierowana bezpośrednio do osób  zagrażających seksualności dzieci i młodzieży. Czy kiedykolwiek doczekamy się podobnej kampanii jak ta naszych niemieckich sąsiadów? Myślę, że jeszcze długa droga. Ogólnopolskie kampanie potrzebują silnego wsparcia nie tylko merytorycznego (to na szczęście w naszym kraju już jest), ale również finansowego. Niestety świadomość społeczeństwa nie jest jeszcze na tyle duża, by którakolwiek z dużych marek lub korporacji podjęła się tak kontrowersyjnego tematu. A szkoda.

Dlatego zamiast robić nagonkę, powinniśmy być wdzięczni Fundacji Dzieci Niczyje, która odwala kawał dobrej roboty za tych, którzy boją się podejmować tak trudne tematy. Nawet jeśli to tylko czubek góry lodowej.

Standard
Books

Fenomen Greya

tumblr_mw3zj3NeQU1s3dtkro1_500

Nie da się nie zauważyć, że tegoroczne Walentynki kręcą się wokół premiery filmu „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Jeśli już w tym momencie odechciało Wam się czytać ten tekst, zrozumiem, ale dajcie mi szansę. No więc świat oszalał na punkcie tajemniczego Greya oraz serii książek opowiadających o wprowadzaniu przez niego młodziutkiej i zagubionej dziewicy w świat BDSM. Grey i jego pięćdziesiąt twarzy, a raczej odcieni (ang. „Fifty Shades of Grey”) są dosłownie WSZĘDZIE, a ich głównym celem jest napędzenie sprzedaży. Oprócz logicznych powiązań produktowych takich jak zestawy erotyczne dla par, można znaleźć kosmetyki pachnące jak Grey, zestawy do makijażu, dzięki którym upodobnimy się do głównej bohaterki, lakiery do paznokci, pluszowe misie, rajstopy, a nawet dziecięce body. (sic!) Osobiście czekam aż McDonald wypuści z tej okazji wersję Happy Meal z miniaturowymi pejczykami i kajdankami.

Po co o tym piszę? Powieść pojawiła się w polskich sklepach w 2012 roku i pamiętam okres, w którym jadąc do pracy prawie każda kobieta w metrze, z wypiekami na twarzy trzymała Greya w rękach. Przez moment czułam się wręcz atakowana ze strony innych kobiet kiedy przyznawałam się, że „nie, nie czytałam”, a tym bardziej „nie zamierzam przeczytać”. Pomimo całego mojego sceptycyzmu, z racji mojego zawodu, nie mogłam przejść obojętnie obok zmian jakich dokonała ta książka w życiu kobiet na całym świecie. Chociażby faktu, że aktualnie w księgarniach półka z literaturą erotyczną, to nie dwie czy trzy pozycje, a cały wielki regał. Postanowiłam się przemóc i w imię nauki (haha), a trochę też z ciekawości – przeczytałam. I w końcu rozumiem.

Od razu zaznaczam, że jest to tylko moja opinia i moja próba zrozumienia tego zagadnienia, możecie się z nią nie zgadzać. Fenomen „Pięćdziesięciu…” wynika z naturalnej chęci, często przez kobiety niezaspokojonej, do przeżywania fantazji. Oczywiście mowa tu o fantazjach erotycznych, a nie o wakacjach na Bahamach. Patrząc daleko wstecz, kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nigdy nie były kojarzone z fantazjami erotycznymi. Nie mówiąc o tym, że nikomu przez myśl nie przeszło, że kobieta ma jakiekolwiek potrzeby seksualne. Jasne, to się zmieniło i nadal zmienia. Niektóre kobiety oglądają porno, chodzą do sex shopów, potrafią otwarcie mówić o tym, czego potrzebują w łóżku. Jednak nadal jest to marginalny procent. Nie każda z nich, nawet jeśli miałaby zrobić to w odosobnieniu, znajdzie w sobie odwagę, by obejrzeć film pornograficzny. W kobiecych umysłach skutecznie zakodowano, że PORNO jest dla mężczyzn. Jest złe i obrzydliwe. Niejedna ma zresztą niemiłe wspomnienia związane z przypadkowym natknięciem się na tego typu film w wersji hard, zazwyczaj dzięki zabawnym kolegom. Tak więc szukanie przez nie materiałów wideo, które miałyby je podniecić, dać się ponieść fantazji, nie wchodzi w grę. Przynajmniej na razie. I nagle pojawia się na rynku coś, co jest papierową wersją porno dla kobiet.

Spotkałam się z porównaniem książek o Greyu do zasłużonych harlequinów i uważam je za niezwykle trafne. Nie bez powodu, harlequiny oznaczone czerwonych kolorem, zrobiły taką furorę i stały się nieodzownym dodatkiem szafek nocnych lat 90. Czytały je nasze matki i babki, w tym samym celu, w którym my sięgamy po Greya. Ta literatura jest łatwa, szybka i w subtelny sposób opisuje kontakty seksualne, które wykraczają poza społecznie przyjętą normę. Czytanie o seksie jest dla kobiet o wiele bardziej akceptowalną formą zaspokojenia swojej ciekawości seksualnej niż filmy uznawane za pornograficzne. Nic więc dziwnego, że książka odniosła tak ogromny sukces.

Żeby nie było tak kolorowo, dodam, że książka odwołuje się do najbardziej pierwotnych, uwarunkowanych biologicznie schematów dotyczących pożądanych przez kobiety cech u płci przeciwnej. Co wiele z was może potraktować jako atak na swoją inteligencję i zaradność. 😉 Grey jest zabójczo atrakcyjny, silny, a przede wszystkim ma władzę i dużo hajsu. Dodatkowo stosuje swoje praktyki BDSM na świeżo rozdziewiczonej, wstydliwej i zakompleksionej dziewczynie. Już brzmi żałośnie, wiem. W połączeniu z dialogami, które sprawiają, że odczuwasz cudzowstyd i to nie z powodu pikanterii, a poziomu żenady – może być dla niektórych nie do przeskoczenia.

Podsumowując, książka nie jest groźna, jeśli nie wpadnie w niepowołane ręce – mam na myśli nastoletnie dziewczęta. Co więcej, potraktujemy ją z przymrużeniem oka i pozwolimy, by była jedynie furtką do naszych skrywanych fantazji. Rozpoczęciem gry z naszą wyobraźnią.

Jeśli chodzi o film, zapewne możemy spodziewać się zdecydowanie bardziej ugrzecznionej wersji książki. W tym przypadku sprowadzi się to do scen erotycznych w postaci kadrów czerwonej pościeli i aksamitnej opaski na oczy. Boooring. Jeśli ktoś ma zamiar obejrzeć, dajcie znać jakie są wasze wrażenia.

P.S. Wiadomość do osób, które z różnych względów kategorycznie nie sięgną po tę pozycję. Nic straconego, fantazjom poświęcę jeszcze zupełnie oddzielny wpis. Może tam znajdziecie coś dla siebie. A w międzyczasie polecam moją ulubioną parodię zbliżającego się arcydzieła kinematografii.

Standard
Weekend

It’s Friday!

tumblr_ne7cy0Ad801qza249o1_500

Choroba i siedzenie w domu sprzyja odkrywaniu zakamarków internetu, dlatego mam dla Was kilka smaczków, które przykuły moją uwagę.

Pomimo, że męczy mnie wykorzystanie do celów promocyjnych walentynkowej premiery „50 twarzy Greya” Durex trafił w punkt.

Akcja Smear For Smear mająca na celu zwiększenie świadomości na temat raka szyjki macicy.

To ja w wieku 100 lat.

Jak zmieniał się ideał kobiecego ciała od czasów starożytnego Egiptu po dzień dzisiejszy? Macie swoje faworyty? Ja cały czas zastanawiam się, co jeszcze nas czeka…

Bycie starym gejem jest piękne.

Ach ta piękna sztuka Origami, ale czy słyszeliście kiedyś o Pornogami? Gdybyście nie zdecydowali się na cały zestaw, zawsze możecie posłużyć się filmikiem i złożyć z papieru penisa. Do wykorzystania np. na nudnym spotkaniu w pracy.

Moje największe odkrycie zostawiam na koniec, bo zdecydowanie zasługuje na większą uwagę. Serial „Transparent” – zaczęłam oglądać wczoraj, a już jestem w połowie sezonu. To chyba najlepszy dowód na to, że jest fenomenalny. Opowiada historię emerytowanego profesora, który dopiero w wieku 70 lat zdradza tajemnicę o swojej transseksualności i decyduje się na życie w roli kobiety. Polecam nie tylko ze względu na wątek głównego bohatera, a w zasadzie bohaterki, ale również na niezwykle ciekawie zbudowane postacie trójki dzieci, których życiowe zawirowania w dużej mierze dotyczą tematu seksualności. A gdyby tego było mało, z serialu bije ciepło, szczerość i poczucie humoru, które chwyta za serce. Jak dla mnie 10/10.

Co do weekendu, wykorzystajcie go dobrze! (patrz: zdjęcie powyżej)

Standard