Seks

Nowy Rok

B-jYz1jUcAA3BM_

Nowy Rok kojarzy się głównie z noworocznymi postanowieniami, o których skrzętnie przypominają nam kolorowe pisma i ulotki z osiedlowej siłowni, które w magiczny sposób 1 stycznia znajdują się w naszych skrzynkach pocztowych. Wychodzę z założenia, że jeśli bardzo nie chcesz czegoś osiągnąć, zrób z tego postanowienie noworoczne. Dlatego potraktujmy poniższą listę jako inspirację do zastanowienia się nad swoją seksualnością w 2016 roku. Niech ten rok, będzie dla Was pełen zadowolenia z siebie samych, radości z seksu i ciągłego odkrywania (i siebie i seksu).

1. Jeśli masz ochotę na seks, nie bój się o tym mówić. Nikt z nas nie czyta w myślach, a to pozwoli uniknąć sytuacji, w której wzajemnie macie ochotę na seks, ale każdy siedzi cicho (uwierz mi, nawet Twoja seksowna mina może mylnie zostać zinterpretowana jako niestrawność, takie życie!).

2. Daj sobie sprawić przyjemność. Pamiętaj, że tak samo jak Tobie zależy na przyjemności partnera/ki, tak samo ON/ONA (jeśli nie, powinna zapalić Ci się czerwona lampka) pragnie sprawiać Tobie przyjemność. Pozwól mu/jej na to!

3. Nie ulegaj presji. Nikt nie ma prawa mówić Ci jak ma wyglądać Twój seks, z kim i jak masz go przeżywać i jak często. Nie rób nic, na co nie masz ochoty i nie wyrażasz zgody. Nawet jeśli są to naciski ze strony partnera/rki.

4. Dbaj o swoje ciało i zdrowie miejsc intymnych. Regularnie badaj swoje piersi oraz odwiedzaj ginekologa.

5. Spróbuj czegoś nowego. Od dawna masz ochotę wprowadzić jakiś nowy element do waszych seksualnych praktyk, ale z jakiegoś powodu tego nie robisz? Wspaniale! Rok 2016 to rok, w którym komunikujemy swoje potrzeby i próbujemy nowych rzeczy.

6. Zaakceptuj swoją seksualność. Po prostu.

7. Idź na wyjątkowe zakupy. Być może to banalne, ale kup sobie coś, dzięki czemu będziesz czuć się seksownie. I wcale nie muszą to być pończochy czy naklejki z frędzelkami na sutki. Spróbuj znaleźć coś, dzięki czemu będziesz czuć się wyjątkowo.

8. Pobudzaj swoją seksualność. Sięgaj po książki, filmy, dzieła sztuki, artykuły, które pogłębią Twoją wiedzę na temat seksualności i pobudzą wyobraźnię.

9. Rozwijaj się. Na przykład przyjdź na moje warsztaty!

10. Rozmawiaj. Chyba nie myśleliście, że by tu tego zabrakło? Mów, rozmawiaj, komunikuj. O tym, co Cię boli, czego pragniesz, czego Ci brakuje, co przeszkadza, o tym jak jest, jak chciałabyś żeby było, co czujesz, a czego zupełnie nie. Warto.

P.S. Już chciałam napisać, że moim jedynym postanowieniem noworocznym jest częstsze zamieszczanie tutaj wpisów, ale… no właśnie. Obawiam się, że wylądowałoby tam, gdzie ulotka z siłowni. Dlatego w zamian za to piszę: chciałabym.

Standard
Seks, Weekend

Rainy Sunday

COPYRIGHT-2014-Lera-by-Artem-Grinchenko-for-C-Heads-Magazine-3

Deszczowa niedziela wcale nie musi być taka zła. Możemy zostać w domu bez obawy, że ktoś oskarży nas o lenistwo. To dobry czas na powolne wstawanie i śniadanie bez pośpiechu. Można zaszyć się pod kocem z ulubioną gazetą, książką lub po prostu uciąć sobie drzemkę. Albo bezkarnie grzebać w sieci w poszukiwaniu seksualnych nowinek. Jak pewnie się domyślacie, wybrałam to ostatnie i z chęcią podzielę się moimi odkryciami.

Duże zmiany w Playboy’u.

Bardzo niegrzeczne robótki krzyżykowe.

Starsze pokolenie odkrywa sex zabawki.

Co twoja fryzura mówi o twoim seksie? Z przymrużeniem oka!

Na mojej liście filmowej „do obejrzenia”.

Piękna historia dziewczyny, która pomimo mastektomii odnalazła sposób na wyrażenie swojej kobiecości.

Najbardziej erotyczne konto na instagramie @pink_part.

Na koniec, długo wyczekiwany poradnik Eriki Lust – „Jak nakręcić porno”, który dzięki akcji Kinky Winky dostępny jest już dla wszystkich, bezpłatnie, w polskiej wersji językowej!

/ fot. Artem Grinchenko for C-Heads

Standard
Seks

Przerwa od seksu

480997_437649352987866_2109330118_n

Jak być może zauważyliście, jakiś czas mnie tu nie było. Nie jest to spowodowane niczym szczególnym, chyba po prostu potrzebowałam przerwy. W świecie, w którym każdy ma dawać z siebie 250% przez 24h na dobę, zrobienie przerwy (od czegokolwiek) może wydawać się niewykonalne. Czasami mija wiele lat, zanim uda nam się zrozumieć, że po pierwsze  – przerwa jest potrzebna, po drugie – jest możliwa nawet w momentach,w których wydaje nam się być najbardziej absurdalnym pomysłem (bo deadline’y, nowe projekty, rodzina, znajomi), po trzecie – przerwa może przynieść wiele dobrego. W życiu, w którym wymaga się od nas coraz więcej i co gorsza, to my wymagamy od siebie coraz więcej, mało jest momentów, w których można się zatrzymać i powiedzieć: (h)ej, teraz jest czas dla mnie, lub: robię za dużo, czas zwolnić. Myśląc dalej w tym kierunku, zaczęłam się zastanawiać jak odnieść ten wątek do kwestii seksu. Czy są momenty w naszym życiu kiedy potrzebujemy przerwy od seksu? I czy jest zły moment na seks?

Seks jest jedną z naturalnych potrzeb, które ewolucja wykształciła w nas w celu przedłużania gatunku. Ale seks pełni również wiele innych funkcji jak chociażby zapewnienie potrzeby bliskości, bezpieczeństwa. Potrzebujemy go w naszym życiu, bo daje nam poczucie spełnienia i zadowolenia. Jednak w przeciwieństwie do np. jedzenia czy snu, możemy bez niego żyć. I mogą zdarzyć się momenty, w których w naszym życiu po prostu nie będzie dla niego miejsca.

Niektórzy decydują się na przerwę od seksu świadomie. U innych przerwa podyktowana jest obniżeniem libido, czego przyczynę należy rozpatrywać bardzo indywidualnie. Może wiązać się ona ze zmianami w gospodarce hormonalnej, czynnikami zewnętrznymi, niezadowoleniem z dotychczasowego życia erotycznego czy niechęcią do partnera/ki i wiele wiele innych. Jeśli należymy do tego grona, u którego przerwa od seksu = brak ochoty na seks i ten fakt coraz bardziej zaczyna nas martwić i przeszkadzać, warto zgłosić się po pomoc do specjalisty.

Skupimy się jednak na przerwie bardziej świadomej, zależnej od nas. Nie poznałam co prawda jeszcze osoby, która pewnego pięknego dnia wstałaby z łóżka i oznajmiła: „No! To od dzisiaj nie uprawiam seksu!” albo „W tym tygodniu zero seksu” – nie mylić z groźbami małżonków (tak na marginesie próba manipulacji lub szantażu seksem jest naprawdę bardzo zła i krzywdząca!). Teraz to już pewnie zupełnie się pogubiliście. Chodzi mi o to, że nikt nie podejmuje z nas takiej decyzji ot tak, głośno i wyraźnie, ale czasami są momenty w naszym życiu kiedy na seks po prostu ochoty nie mamy i TO JEST OK.

Często wpływa na to nasze życie codzienne, nadmiar obowiązków, niepewna sytuacja życiowa, zawodowa, wydarzenia losowe. Na pewno wiecie o co chodzi, każdy ma gorszy dzień. Spotkałam się jednak wielokrotnie z przekonaniem wśród kobiet, że nawet kiedy w końcu nadejdzie ten zły dzień lub tydzień, to gdy partner wyraża ochotę na seks, ma ona stanąć na wysokości zadania i dać mu to, czego potrzebuje. I choćby była nie wiem jak zmęczona i ledwo widziała na oczy, to i tak dojdzie do zbliżenia, bo przecież „ON POCZUJE SIĘ URAŻONY”. Ach, ta męska duma. Czasami odnoszę wrażenie, że kobiety bardziej o nią dbają niż sami zainteresowani. Analogicznie sytuacja ta może dotyczyć mężczyzny, który zgodzi się na seks ze swoją partnerką chociaż kompletnie nie ma na to siły i ochoty, tylko dlatego by jej nie zawieść, nie pokazać, że jest w słabszej formie. Generalnie, boimy się swoich słabości, ale jeszcze bardziej boimy się, jeśli dotyczą one naszej delikatnej sfery seksualnej.

Czy grozi to czymś więcej niż co najwyżej kiepskim seksem? Bo przecież ciężko oczekiwać fajerwerków, jeśli jedna osoba najchętniej poszłaby spać lub jest myślami zupełnie gdzie indziej. Oprócz tego, że nie jesteśmy fair w stosunku do partnera/ki to przede wszystkim przestajemy być fair wobec siebie i oddalamy się od swoich potrzeb. A człowiek jest skonstruowany tak, że jeśli jego potrzeby są ignorowane, reaguje złością i frustracją. Jak się domyślacie nie wpływa to korzystnie na nasze samopoczucie.

Co może dać nam przerwa od seksu? Jednym z ćwiczeń, które zaleca się parom przeżywającym kryzys związany z rutyną w łóżku lub brakiem pożądania jest totalne porzucenie na określony czas kontaktów seksualnych. Po co? Wyobraź sobie, że zbliża się Gwiazdka, a pod choinką stoją już wszystkie prezenty. Widzisz jeden ze swoim imieniem. To duże pudełko przepasane wielką, piękną kokardą w Twoim ulubionym kolorze. Do świąt zostało jeszcze kilka dni, dlatego musisz jeszcze cierpliwie czekać. Każdego dnia fantazjujesz o zawartości pudełka, próbując odgadnąć co się w nim znajduje. W dniu rozdawania prezentów od rana przebierasz nogami nie mogąc doczekać się wieczora. Pragnienie rośnie w Tobie z minuty na minutę. W końcu nadchodzi moment rozpakowania prezentu i w środku znajduje się coś czego zawsze pragnęłaś/pragnąłeś. Chyba wiecie już o co mi chodzi.

Seks to ważny kawałek życia każdego człowieka, ale należy pamiętać, że nie zawsze jest na niego dobry moment. I nie ma żadnej siły, która miałaby Cię do niego zmuszać. A przede wszystkim Ty sama. Każdy ma prawo do tego, by zrobić sobie przerwę.

Standard
Seks, Weekend

Have a great week

10882328_817224594982601_1622809017847009726_n

W ramach usprawiedliwienia mojej długiej nieobecności  i nieregularnych wpisów powiem tylko, że ostatni czas był dość pracowity. Między innymi ruszyła kampania Fundacji Rak’n’Roll – Kancersutra, której mam przyjemność partnerować oraz udało mi się zakończyć kilka innych projektów. W najbliższym czasie w planach i w głowie szykuję nowe wpisy oraz warsztaty, o których poinformuję już wkrótce. W międzyczasie, wyjątkowo nie w weekend, a na początek dobrego tygodnia przygotowałam dla Was nowe linki o seksie i nie tylko.

Po pierwsze, mamy lato.

Kobiety rysują idealne penisy.

Jeśli jeszcze nie znacie serialu „Girls”, koniecznie to nadróbcie! Jedna ze złotych myśli Jessy – w punkt!

Realny stan wiedzy polskich 18-latków na temat życia seksualnego. Czyli od seksu na stojąco, nie można zajść w ciążę.

Dla odmiany kraj, którego mieszkańcy mają świadomość, że edukacja seksualna (dostosowana do wieku!) powinna być prowadzona już od najmłodszych lat.

Sutkowy seksizm, czyli bunt w social media przeciwko sutkowej nierówności.

Śmiechłam. 

Surowe i prawdziwe obrazy intymności w filmie Love and Lust in LA

Do następnego!

Standard
Seks

KancerSutra

KancerSutra_Objecia

Wielu pacjentów onkologicznych wraz z rozpoczęciem leczenia często rezygnuje z życia seksualnego. Fundacja Rak’n’Roll zachęca do uprawiania seksu i pokazuje, że pomimo choroby nowotworowej można i trzeba czerpać energię i radość z bycia razem.

Na początku leczenia obawy o życie i zdrowie są tak intensywne, że życie intymne schodzi na drugi plan. Nowotwór nie musi jednak oznaczać końca aktywności seksualnej. Istnieją bowiem setki sposobów na udany seks, nawet po mastektomii, czy ze stomią. Podczas choroby nie powinniśmy zapominać o tym, że intymność stanowi ważną sferę naszego życia, która wpływa pozytywnie na samopoczucie i wspomaga proces powrotu do zdrowia. Pomóc może nowa akcja edukacyjno-terapeutyczna Fundacji Rak’n’Roll – KancerSutra czyli sztuka miłości w chorobie nowotworowej.

KancerSutra to metoda jak opanować sztukę miłości w chorobie i jednocześnie nazwa nowej kampanii społecznej Fundacji Rak’n’Roll. Kampania skierowana jest przede wszystkim do kobiet chorujących na raka, a także do ich partnerów, których wsparcie w czasie leczenia jest szczególnie ważne. Projekt ma na celu pokazać, że pomimo choroby wciąż można prowadzić aktywne życie seksualne, a także dostarczyć profesjonalnego wsparcia parom, które z powodu raka przestały prowadzić udane życie seksualne.

W ramach kampanii pojawią się dwa spoty telewizyjne skierowane do mężczyzn i kobiet, zachęcające do zmiany podejścia do seksu i znalezienia przyjemności pomimo ograniczeń związanych z chorobą nowotworową. Kreacje mają na celu przede wszystkim wsparcie par w powrocie do bliskości i intymności w związku zgodnie z hasłem kampanii: „Jeżeli rak zabrał część Ciebie, całą resztę wypełnij radością”. Zaplanowano także kampanie prasową, internetową oraz warsztaty dla kobiet w największych miastach w Polsce.

Dostępna jest również strona internetowa www.kancersutra.pl, na której można znaleźć podstawowe informacje o problemie i porady, a także praktyczne informacje o gadżetach seksualnych, sztuczkach i pomysłach na udany seks. W ramach strony uruchomiona zostanie także anonimowa poradnia online obsługiwana przez ekspertów. Od września prowadzone będą warsztaty dla kobiet z seksuologami mające pomóc w przełamania barier w podejściu do życia seksualnego w trakcie lub po chorobie.

Jak na sztukę miłości przystało w kampanii nie mogło zabraknąć także rysunków z pozycjami zalecanymi w sztuce miłości jaką jest KancerSutra.

KancerSutra_Tatuaz

KancerSutra_Amazonka

KancerSutra_69

/ materiały Fundacja Rak’n’Roll

Standard
Seks

Akcja masturbacja

cara-delevingne-interview-7

Masturbacja to fun. To odkrywanie siebie, zaspokojenie potrzeby seksualnej, pretekst do fantazji, forma spędzania czasu samemu ze sobą, nauka własnego ciała i swoich potrzeb. Powodów, dla których warto po nią „sięgać” jest wiele. Jak to się jednak dzieje, że nadal spowita jest mgłą poczucia winy i zażenowania? Szczególnie w nas – kobietach. Jasne, że postrzeganie masturbacji się zmienia, na szczęście nie dochodzą już do nas głosy o możliwości utraty wzroku, odpadnięcia ręki czy plemników, które gdy ujrzą światło dzienne za pomocą „samogwałtu” pokierują prosto do wrót piekieł, gdzie przywita nas zapewne onanizujący się belzebub. To już za nami, choć patrząc w stronę niektórych polityków, mam wrażenie, że wspomniany belzebub nadal śni im się po nocach.

Ale do rzeczy. Masturbacja leży w naturze seksualnej każdej żyjącej istoty na tym świecie. Czerpanie przyjemności ze stymulacji narządów płciowych rozpoczyna się już na początku życia człowieka i mamy wtedy do czynienia z masturbacją dziecięcą. Choć nie są to zachowania interpretowane seksualnie, zła reakcja rodzica lub opiekuna na dziecięcą masturbację może na długie lata (jak nie na całe życie) wykiełkować w głowie negatywny stosunek wobec masturbacji i własnego ciała. Tak naprawdę istnieje niewiele sytuacji, w których masturbacja może nas zaniepokoić. Mam nadzieję, że poniższe pytania rozwieją wszelkie wątpliwości związane z tym tematem.

Czy masturbacja może być niebezpieczna? Może. Jak każde skrajności. Po pierwsze niebezpieczeństwo może powodować nietypowa forma masturbacji, która połączona jest z samookaleczaniem np. finezyjnym wykorzystaniem rury od odkurzacza lub wkładaniem sobie w różne miejsca różnych fikuśnych przedmiotów.

Czy można od masturbacji się uzależnić? Można. Osoby kompulsywnie masturbujące się kilka-kilkanaście razy dziennie robią to mimowolnie, nawykowo. W tym przypadku zachowania masturbacyjne nie mają już na celu zaspokojenia seksualnego, a poddania się wewnętrznemu przymusowi masturbacji nad którym nie ma kontroli. Osoba uzależniona cierpi z tego powodu, a ponieważ masturbacja pochłania jej coraz więcej i więcej czasu wpływa to niekorzystnie na życie zawodowe, rodzinne i społeczne. W tym przypadku należy zgłosić się do specjalisty – seksuologa.

Czy można uzależnić się od formy masturbacji? Można. Podręcznikowym przykładem jest specyficzna forma masturbacji wykorzystywana przez niektóre kobiety, czyli nakierowywanie prysznicem strumienia wody na łechtaczkę. Jeśli kobieta od początku swoich doświadczeń masturbacyjnych wykorzystywała do stymulacji narządów jedynie strumień wody, istnieje możliwość, że uwarunkuje ona swoje ciało, by osiągać orgazm jedynie w ten sposób. A jak wiemy, każda próba naśladowania tak specyficznego bodźca w sytuacji łóżkowej z góry skazana jest na niepowodzenie. Nawet z najbardziej doświadczonym kochankiem na ziemi.

Dlaczego masturbacja jest ważna? Brak kontaktu z intymnymi partiami swojego ciała – ze względów anatomicznych występujący zazwyczaj u kobiet – skutkuje brakiem znajomości własnych stref erogennych. W późniejszym kontakcie z inną osobą, może być jak błądzenie bez mapy i kompasu po zarośniętej gąszczem dżungli. I absolutnie nie chodzi mi o owłosienie. Jeżeli kobieta nigdy nie nawiązała kontaktu z własną cielesnością, nie odkryła tego, co sprawia jej przyjemność, doprowadza do orgazmu – skąd ma to wiedzieć jej partner? Oczywiście istnieje opcja polegania na doświadczeniu kochanka/ki. Ileż to nie nasłuchaliśmy się historii kobiet, które „rozkwitły” dzięki tej drugiej osobie. Niczym piękny kwiat, któremu potrzebna była jedynie żyzna gleba i odpowiednia konewka. Odnoszę wrażenie, że historie te powtarzane były, by kobieta nie mogła poczuć się tak samo silna, piękna i świadoma seksualnie bez pomocy mężczyzny. Odkrywanie siebie w parze, to zupełnie inna para kaloszy. Niestety, masturbacja bardzo często traktowana jest jako zamiennik kontaktu seksualnego z drugim człowiekiem. Na zasadzie „z braku laku”. Dopóki istnieje przekonanie, że mężczyzna masturbuje się „bo taką ma naturę”, a kobieta może co najwyżej pomarzyć o księciu na białym koniu z rączkami na kołderce będę powtarzać do znudzenia. Masturbacja to rozwój, samodoskonalenie i poznanie siebie. Doświadczenie tego co lubię, a czego nie za bardzo. O czym myślę podczas, co mnie podnieca, jaki dotyk lubię. Tego nie powie nam partner/ka, to wiemy tylko my.

Ku inspiracji, posłużę się klasykiem:

sam-anim

Standard
Seks

Pogoń za króliczkiem

298594_363946493691486_1140802818_n

Scenariusz jest zazwyczaj taki. Po imprezie lub kolacji przy świecach, do mieszkania wpada opleciona sobą para. Ciężko rozróżnić czyja to ręka, a czyja noga. Plątaninie kończyn towarzyszą szaleńcze pocałunki, rozczochrane fryzury. Trafiają do sypialni, już w połowie rozebrani. ON nie zdejmując z siebie reszty garderoby i nie siląc się na nawet skrawek czegoś, co niektórzy nazywają „grą wstępną” rozpoczyna penetrację. Przecież ONA jest już gotowa i wilgotna od samego patrzenia na niego. Zmieniając kilka razy pozycje, dochodzi do kulminacji uniesień – orgazmu, który przeżywają w tym samym czasie. No bo jakby inaczej. Tej scenie towarzyszą jęki, wołanie do Boga, po czym padają obok siebie z ciężkim oddechem sięgając po papierosa.

Choć mogłoby się wydawać, to wcale nie jest to scena z filmu porno, a większości filmów, którymi karmione były umysły kobiet przez wiele lat. Do tej pory pewnie nie zbadano, jakiej skali jest krzywda jaką nam wyrządzono, jednak jedno wiem na pewno – w większości przypadków kobieta potrzebuje czegoś więcej do zaspokojenia seksualnego i osiągnięcia orgazmu niż powyższy scenariusz. Począwszy od długości całego aktu, po formę stymulacji. Zakładając jednak, że na tych filmach bazowała wiedza kobiet i mężczyzn na temat tego, jak stosunek ma wyglądać, każde napotkane odstępstwo od tego schematu w łóżku może budzić frustrację i niezrozumienie.

Pojawiają się wtedy nieśmiertelne pytania. Dlaczego nie mam orgazmu w tym samym czasie co ON? Na pewno jest ze mną coś nie tak, jeśli nie jestem w stanie osiągnąć orgazmu pochwowego. Czy to oznacza, że jestem oziębła? Mam anorgazmię? Czy powinnam się leczyć?

Najpierw należałoby wyjaśnić czym jest orgazm? Książkowo orgazm to „kulminacyjna faza podniecenia seksualnego połączona z doznaniem rozkoszy i reakcjami somatycznymi“. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem Wam, że osiągnięcie wspomnianej fazy kulminacyjnej różni się ździebko u kobiet i płci przeciwnej. Nie chcę zanudzać Was wykresami, dlatego napiszę tylko, że cały cykl reakcji seksualnej podzielono na cztery fazy: pożądanie, podniecenie, orgazm oraz ustępowanie podniecenia. Psikus polega na tym, że każda z tych faz może przebiegać u nas w innym czasie niż u partnera, w innym nasileniu i co innego będzie ją wywoływać. Co więcej, kobiety różnią się pomiędzy sobą względem zdolności do przeżywania orgazmu. Ale o tym za momencik.

Jak reaguje kobiece ciało podczas orgazmu? W szczytowej fazie uniesienia u kobiety mogą wystąpić mimowolne skurcze pochwy i macicy, skurcze zwieraczy odbytu, drżenie piersi, rumieniec, skurcze mięśni, w tym grymasy twarzy. Faza ta wiąże się również z chwilową utratą świadomości, co francuzi nazywają „małą śmiercią” (le petit mort). W przeciwieństwie do mężczyzn, u kobiet nie występuje okres refrakcji, dlatego kobiety są zdolne do przeżywania wielokrotnych orgazmów bez konieczności odpoczynku.

Brzmi pięknie i ładnie, gorzej jest w praktyce. A już najgorzej, jeśli coś nie idzie zgodnie z przyjętym modelem. Z jakiegoś powodu, co chwilę powstają to nowe publikacje „Jak osiągnąć orgazm?” lub „Jak doprowadzić ją do rozkoszy?”. Czytając te poradniki znaleźć można wiele przeróżnych pozycji, strategii kuszenia, uwodzenia, wykorzystania gadżetów, jednak w większości przypadków na nic się to nie przyda. Tajemnicy osiągnięcia orgazmu przez kobietę nie można zamknąć w jednej książce, ba, nawet stu książkach. Ta tajemnica jest w głowie i ciele każdej z nich.

Chociaż badacze do tej pory nie dowiedli naukowego potwierdzenia na istnienie punktu G i nadal toczy się spór o typologię orgazmów, jedno zostało wyjaśnione i o tym trzeba mówić. Wspominałam o roli łechtaczki już wcześniej, ale uważam, że należy powtarzać tę informację do skutku. Orgazm łechtaczkowy nie jest orgazmem gorszym niż orgazm pochwowy. Koniec kropka. Dla niezaznajomionych, orgazm łechtaczkowy to orgazm osiągnięty poprzez stymulację łechtaczki, orgazm pochwowy – stymulację pochwy poprzez penetrację. O co tyle szumu i skąd wzięło się takie przekonanie, które w niektórych żyje aż po dziś dzień?

Otóż nieźle namieszał nam tutaj dziadek Freud (ja tłumaczę to jego zamiłowaniem do kokainy), który uznał, że orgazm łechtaczkowy świadczy o niedojrzałości kobiety i w późniejszym okresie powinien przeistoczyć się w orgazm pochwowy. Tym samym, kobieta, która nie jest zdolna do osiągnięcia orgazmu pochwowego jest dziecinna, wybrakowana, gorsza. TA-DA! Dziękujemy Ci za lata omijania przez mężczyzn łechtaczki, jakby była tylko zbędnym narządem jak wyrostek. Na szczęście z pomocą przybył duet Masters&Johnson (polecam serial!), który raz na zawsze udowodnił absurdalność tego punktu widzenia. Podczas badań zmian fizjologicznych występujących podczas orgazmu, zaobserwowano, że nie różnią się one niczym w przypadku obu rodzajów orgazmu – pochwowego i łechtaczkowego. Nie oznacza to jednak, że kobiety nie są w stanie tych dwóch orgazmów inaczej przeżywać i rozróżniać. Co więcej, inne badania udowodniły, że do osiągnięcia orgazmu aż 70% kobiet potrzebuje stymulacji łechtaczki.

Jak widzicie orgazm to temat rzeka i na pewno jeszcze nie raz się tutaj pojawi. Na dziś morał jest jeden – każda kobieta jest inna. I każda potrzebuje innej formy stymulacji. Nie ma tutaj podziału na gorsza czy lepsza. Najważniejsze to dokładnie słuchać siebie i swojego ciała. Podążać za sygnałami jakie nam daje i nie przejmować się tym, co przekazują nam media lub inni. Wręcz przeciwnie, pogoń za orgazmem może jedynie skutecznie zablokować nas na odczuwanie jakiejkolwiek przyjemności z seksu. Bo skoro przez cały czas myślami wyczekujemy orgazmu, to nie skupiamy się na swoich przeżyciach tu i teraz. Czasami warto po prostu sobie odpuścić i czerpać satysfakcję z samej radości seksu, a nie orgazmu.

Standard
Seks

Sexy New Year!

10525933_903205649696378_8024085972200342189_n

Standardowo, koniec roku to czas podsumowań i przemyśleń. Dla mnie ten rok był rokiem dużych zmian, szczególnie w życiu zawodowym. Był rokiem trudnych decyzji i rezygnacją z wygody na rzecz czegoś nowego, nieznanego. Był też rokiem, w którym powstały Rozmowy o seksie, najpierw w formie warsztatów, następnie strony. Co ku mojemu zaskoczeniu, spotkało się z bardzo miłym przyjęciem i dało mi niezłego kopa do działania – a to dopiero początek!

Z okazji zbliżającego się Nowego Roku, chciałam wszystkim życzyć spełnienia i zadowolenia z…  seksu oczywiście! Ale żeby nie było tak kolorowo, jeśli macie jeszcze chwilę pomiędzy wybieraniem sylwestrowej kreacji lub idealnego filmu na wieczór w domu, usiądźcie na chwilę i spróbujcie odpowiedzieć sobie szczerze na pytania:

Czy jestem zadowolona/y ze swojego seksu? Jeśli nie, to dlaczego tak się dzieje? Co mogę zmienić, by mój seks był lepszy? Czy wystarczająco dbam o potrzeby mojego partnera? I przede wszystkim, czy potrafię zadbać o swoje?

Oczywiście życzyłabym sobie, żeby takie pytania pojawiały się w głowach nas wszystkich nie tylko przy okazji noworocznych refleksji, ale zawsze to jedna okazja do przypomnienia więcej.

Mam nadzieję, że przyszły rok przyniesie Wam seks, o którym marzycie. Będę jednak sukcesywnie przypominać, że w dużej mierze zależy to też od Was.

Do zobaczenia w 2015!

Standard
Seks

Panna Rutyna

1456507_491791614272083_1023658498_n

Pierwszy wpis o seksie na temat jego najnudniejszej strony może nie jest zbyt przemyślany, ale rutyna, bo to o tej „odmianie” seksu chcę poświęcić chwilę, przez swoją bierność może wkurzać najbardziej.

I za bardzo nie wiadomo do kogo mieć pretensje, do partnera? Do siebie? A może do czasu? Nie wiem jak was, ale mnie zawsze o grymas na twarzy przyprawiają wypowiedzi zasłyszane od 60-letniej Pani Krysi, która na małym ekranie opowiada, że „U nas z Marianem nic się nie zmieniło, a jesteśmy ze sobą od podstawówki.” Pierwsza moja myśl: No baba jak nic ma niskie oczekiwania, skoro na misjonarzu zaczęli to tam również skończą. Skrada się jednak cicho z tyłu głowy pytanie – A co jeśli rzeczywiście jest możliwe, że Pani Krysia i Pan Marian przez 60 lub więcej lat zdołali ten płomień cały czas podniecać i on nigdy nie zgasł? Szybko powraca jednak moja sceptyczna natura i przypominają mi się słowa, które usłyszałam na studiach (tak, na tych studiach słyszy się różne dziwne rzeczy, które mogą nieźle namieszać w głowach młodziutkich studentek).

„Pierwsza faza miłości czyli zakochanie trwa do 2 lat, gdybyśmy cały czas byli zakochani nie przeżylibyśmy lub zwariowali”.

I ja to rozumiem, naprawdę. Każdy kto był kiedyś zakochany może przypomnieć sobie ten stan. Nie ukrywajmy, ale żyjemy wtedy trochę na haju, gdzie nic innego się nie liczy, przez co zaniedbujemy różne inne sfery naszego życia lub nie jesteśmy tak produktywni, bo wszystkie myśli skupiają się wokół tej jednej osoby. Ja naprawdę to wszystko rozumiem. Gdyby na widok mojego partnera, lub na samą myśl o spotkaniu się z nim biło mi serce jak oszalałe, pociły się ręce, a ja nie wiedziała jak wydusić z siebie choćby 3 sensownie sklecone zdania, to rzeczywiście mógłby być problem. Konieczność przyzwyczajenia umysłu i ciała do tego stanu jest dla mnie zrozumiała.

Ale dlaczego do cholery dotyczy to również seksu? Okres zakochania to niemożność nacieszenia się sobą nawzajem, szał ciał i ciągłe odkrywanie, wiadomo. Niestety, po okresie wywieszonego z jęzorem szczeniaka przychodzi czas na „normalność”. Nasze ciała są już nam znane, znamy swoje potrzeby i jesteśmy w stanie wzajemnie się zaspokoić. Wszystko działa dopóki seks nie staje się mechaniczny i brata się z Panną Rutyną, która przychodzi w określonym dniu, o określonej porze, a co najgorsze –  w określonej pozycji. Przydałby się w tym miejscu podkład muzyczny z horroru.

Od razu zaznaczę, jeśli komuś odpowiada taki układ – droga wolna, każdy ma do tego prawo i nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się kiedy Panna Rutyna zaczyna Cię wkurzać i  za bardzo nie wiesz co z nią zrobić. My, kobiety ze względu na swoją wielce samokrytyczną naturę zazwyczaj dopatrujemy się problemu w nas samych. Zaczynają się kombinacje.

Najważniejsze to pamiętać, że chcąc urozmaicić swoje życie seksualne, należy uważnie słuchać siebie i tego czego chcesz i na co masz ochotę. Kajdanki, body zszyte z trzech paseczków lub zaskoczenie go wibratorem analnym XXL może nie być zbyt dobrym pomysłem jeśli nie jesteś do tego przekonana lub masz przeczucie, że mogłoby to naruszyć granice drugiej osoby. Te przykłady są dość absurdalne, ale coraz częściej spotykam się z podobnymi pomysłami serwowanymi nam w mediach pt.„Jak go zaspokoić” lub „Jak podkręcić temperaturę w sypialni”. A tam zazwyczaj nieśmiertelne rady typu szpilki, koronkowa bielizna, czerwone usta i najlepiej pończochy. I po raz kolejny – nie ma w tym nic złego jeśli to czujesz. Grunt to nie dać sobie wmówić, że jeśli w szpilkach poruszasz się jak pokraka, a w czerwonej szmince czujesz się jak dziwadło, jest coś z Tobą nie tak i na pewno nie będziesz w stanie swojego marazmu łóżkowego zmienić.

Według mnie istnieje tylko jeden atrybut kobiety totalnej – pewność siebie. Nie ważne co masz na sobie, o ile będziesz dobrze się czuła w swojej skórze i przede wszystkim będziesz szczerze rozmawiać z partnerem o swoich potrzebach, odczuciach, jest szansa na wystawienie Panny Rutyny za drzwi waszej sypialni. Na pewno jest to o wiele trudniejsze i bardziej wymagające niż zakup cukierkowych majtek lub włożenie kolorowych piórek w tyłek, ale warto.

Standard