Seks

Panna Rutyna

1456507_491791614272083_1023658498_n

Pierwszy wpis o seksie na temat jego najnudniejszej strony może nie jest zbyt przemyślany, ale rutyna, bo to o tej „odmianie” seksu chcę poświęcić chwilę, przez swoją bierność może wkurzać najbardziej.

I za bardzo nie wiadomo do kogo mieć pretensje, do partnera? Do siebie? A może do czasu? Nie wiem jak was, ale mnie zawsze o grymas na twarzy przyprawiają wypowiedzi zasłyszane od 60-letniej Pani Krysi, która na małym ekranie opowiada, że „U nas z Marianem nic się nie zmieniło, a jesteśmy ze sobą od podstawówki.” Pierwsza moja myśl: No baba jak nic ma niskie oczekiwania, skoro na misjonarzu zaczęli to tam również skończą. Skrada się jednak cicho z tyłu głowy pytanie – A co jeśli rzeczywiście jest możliwe, że Pani Krysia i Pan Marian przez 60 lub więcej lat zdołali ten płomień cały czas podniecać i on nigdy nie zgasł? Szybko powraca jednak moja sceptyczna natura i przypominają mi się słowa, które usłyszałam na studiach (tak, na tych studiach słyszy się różne dziwne rzeczy, które mogą nieźle namieszać w głowach młodziutkich studentek).

„Pierwsza faza miłości czyli zakochanie trwa do 2 lat, gdybyśmy cały czas byli zakochani nie przeżylibyśmy lub zwariowali”.

I ja to rozumiem, naprawdę. Każdy kto był kiedyś zakochany może przypomnieć sobie ten stan. Nie ukrywajmy, ale żyjemy wtedy trochę na haju, gdzie nic innego się nie liczy, przez co zaniedbujemy różne inne sfery naszego życia lub nie jesteśmy tak produktywni, bo wszystkie myśli skupiają się wokół tej jednej osoby. Ja naprawdę to wszystko rozumiem. Gdyby na widok mojego partnera, lub na samą myśl o spotkaniu się z nim biło mi serce jak oszalałe, pociły się ręce, a ja nie wiedziała jak wydusić z siebie choćby 3 sensownie sklecone zdania, to rzeczywiście mógłby być problem. Konieczność przyzwyczajenia umysłu i ciała do tego stanu jest dla mnie zrozumiała.

Ale dlaczego do cholery dotyczy to również seksu? Okres zakochania to niemożność nacieszenia się sobą nawzajem, szał ciał i ciągłe odkrywanie, wiadomo. Niestety, po okresie wywieszonego z jęzorem szczeniaka przychodzi czas na „normalność”. Nasze ciała są już nam znane, znamy swoje potrzeby i jesteśmy w stanie wzajemnie się zaspokoić. Wszystko działa dopóki seks nie staje się mechaniczny i brata się z Panną Rutyną, która przychodzi w określonym dniu, o określonej porze, a co najgorsze –  w określonej pozycji. Przydałby się w tym miejscu podkład muzyczny z horroru.

Od razu zaznaczę, jeśli komuś odpowiada taki układ – droga wolna, każdy ma do tego prawo i nie ma w tym nic złego. Problem pojawia się kiedy Panna Rutyna zaczyna Cię wkurzać i  za bardzo nie wiesz co z nią zrobić. My, kobiety ze względu na swoją wielce samokrytyczną naturę zazwyczaj dopatrujemy się problemu w nas samych. Zaczynają się kombinacje.

Najważniejsze to pamiętać, że chcąc urozmaicić swoje życie seksualne, należy uważnie słuchać siebie i tego czego chcesz i na co masz ochotę. Kajdanki, body zszyte z trzech paseczków lub zaskoczenie go wibratorem analnym XXL może nie być zbyt dobrym pomysłem jeśli nie jesteś do tego przekonana lub masz przeczucie, że mogłoby to naruszyć granice drugiej osoby. Te przykłady są dość absurdalne, ale coraz częściej spotykam się z podobnymi pomysłami serwowanymi nam w mediach pt.„Jak go zaspokoić” lub „Jak podkręcić temperaturę w sypialni”. A tam zazwyczaj nieśmiertelne rady typu szpilki, koronkowa bielizna, czerwone usta i najlepiej pończochy. I po raz kolejny – nie ma w tym nic złego jeśli to czujesz. Grunt to nie dać sobie wmówić, że jeśli w szpilkach poruszasz się jak pokraka, a w czerwonej szmince czujesz się jak dziwadło, jest coś z Tobą nie tak i na pewno nie będziesz w stanie swojego marazmu łóżkowego zmienić.

Według mnie istnieje tylko jeden atrybut kobiety totalnej – pewność siebie. Nie ważne co masz na sobie, o ile będziesz dobrze się czuła w swojej skórze i przede wszystkim będziesz szczerze rozmawiać z partnerem o swoich potrzebach, odczuciach, jest szansa na wystawienie Panny Rutyny za drzwi waszej sypialni. Na pewno jest to o wiele trudniejsze i bardziej wymagające niż zakup cukierkowych majtek lub włożenie kolorowych piórek w tyłek, ale warto.

Standard