Movies

Magic Mike i jego magia

rs_634x846-150504151844-634.magic-mike-poster.cm.5415

Być może pomyślicie, że to wynik tropikalnych upałów i przegrzania mózgu, ale ten wpis będzie o tym, dlaczego „Magic Mike XXL” to dobry film.

Gdy pierwszy raz zobaczyłam w kinie zwiastun, moja reakcja mówiła sama za siebie. Niecenzuralne myśli na temat twórców tego filmu + poziom zażenowania, który czułam w całym swoim ciele były jednoznacznymi sygnałami, że na pewno NIE obejrzę tego filmu.

A jednak stało się inaczej i nie żałuję. Co więcej, zamierzam zabawić się w małe studium przypadku i udowodnić Wam, że jest kilka powodów, dla których warto go obejrzeć.

Zacznijmy od tego, że nie widziałam pierwszej części, nie znałam historii tytułowego bohatera. Historia nie mogła być wyjątkowo skomplikowana skoro nie przeszkodziło mi to w odbiorze kolejnej części. Nie jest to kino ambitne, więc idąc do kina radziłabym nie nastawiać się na górnolotną fabułę, bo jej po prostu nie ma. Pomijając ten szczegół, jest kilka mocnych punktów tego filmu, związanych z tematyką seksualności, które sprawiły, że wychodząc z kina nie miałam poczucia straty czasu czy pieniędzy. Jak do tego doszło?

Film jest z kategorii filmów rozrywkowych, czyli takich, które mają nas bawić w sobotni wieczór. Punkt spełniony w 100%. Najciekawsze jest to, że na dobry nastrój podczas filmu składa się nie tylko to co widzimy na ekranie, ale również, a może nawet i przede wszystkim, to co dzieje się na sali kinowej. Żenujące, banalne hollywoodzkie sceny, męskie ogolone torsy, pośladki w świecących stringach to jedno, ale atmosfera na sali kinowej (99,9% to kobiety), ich komentarze, zachwyty, a nawet piski to zupełnie inna historia. Z pewnością nie można tego przeżyć i zaobserwować wybierając się na nowy film Woody’ego Allena.

Nie ma się co dziwić. W czasach gdzie głównie kobiece ciało pokazywane jest jako piękne i seksowne, dla odmiany pojawia się film, który jest istnym peanem na cześć męskiego ciała. Nigdy nie zgadzałam się z określeniami płeć piękna vs. płeć brzydka. To, że nasze ciała są inne, nie oznacza, że jedno z nich nie zasługuje na zachwyt i oglądanie.

To nie wszystko. Można by pomyśleć, że w filmie o striptizerach zobaczymy zdesperowane i porzucone kobiety. Nic bardziej mylnego. Nie bez przyczyny niektóre źródła nazywają ten film feministycznym. Twórcy przedstawili kobiety silne, znające swoje prawa, a tym samym różniące się od siebie pod wieloma względami. Znajdziemy tam kobiety o różnych kształtach i odcieniach skóry, a kilka ról kobiecych zasługuje na szczególne brawa – rewelacyjna Jada Pinkett-Smith i Andie McDowell to cudowne wisienki na torcie.

A teraz to co najważniejsze. Film zwraca uwagę na fakt, że kobiety mają potrzeby seksualne. Wow!

a-stuff-no-one-told-me-quotes-chicquero-bonner

Co więcej, mają prawo mieć fantazje, oczekiwania i wolność ich wyrażania. Chcą oglądać męskie ciała tak samo jak mężczyźni chcą oglądać kobiece. Chcą czerpać z seksu przyjemność. A ich potrzeby mogą być baaardzo różne, co idealnie przedstawiono na koniec filmu. Owszem, film miał żenujące momenty, podczas których miałam ochotę schować się pod krzesło, a niektóre wygibasy taneczne wykraczały stanowczo poza moje granice estetyki, jednak widok roześmianych i naładowanych pozytywną energią kobiet dookoła rekompensuje wszystko.

Dlatego jeszcze raz powtórzę (z pełną odpowiedzialnością i nie zwalając tego na żar z nieba): „Magic Mike XXL” to dobry film. I trochę żałuję, że przez ilość wydepilowanych torsów, mało który mężczyzna zdecyduje się go obejrzeć.

Standard