Seks

Pogoń za króliczkiem

298594_363946493691486_1140802818_n

Scenariusz jest zazwyczaj taki. Po imprezie lub kolacji przy świecach, do mieszkania wpada opleciona sobą para. Ciężko rozróżnić czyja to ręka, a czyja noga. Plątaninie kończyn towarzyszą szaleńcze pocałunki, rozczochrane fryzury. Trafiają do sypialni, już w połowie rozebrani. ON nie zdejmując z siebie reszty garderoby i nie siląc się na nawet skrawek czegoś, co niektórzy nazywają „grą wstępną” rozpoczyna penetrację. Przecież ONA jest już gotowa i wilgotna od samego patrzenia na niego. Zmieniając kilka razy pozycje, dochodzi do kulminacji uniesień – orgazmu, który przeżywają w tym samym czasie. No bo jakby inaczej. Tej scenie towarzyszą jęki, wołanie do Boga, po czym padają obok siebie z ciężkim oddechem sięgając po papierosa.

Choć mogłoby się wydawać, to wcale nie jest to scena z filmu porno, a większości filmów, którymi karmione były umysły kobiet przez wiele lat. Do tej pory pewnie nie zbadano, jakiej skali jest krzywda jaką nam wyrządzono, jednak jedno wiem na pewno – w większości przypadków kobieta potrzebuje czegoś więcej do zaspokojenia seksualnego i osiągnięcia orgazmu niż powyższy scenariusz. Począwszy od długości całego aktu, po formę stymulacji. Zakładając jednak, że na tych filmach bazowała wiedza kobiet i mężczyzn na temat tego, jak stosunek ma wyglądać, każde napotkane odstępstwo od tego schematu w łóżku może budzić frustrację i niezrozumienie.

Pojawiają się wtedy nieśmiertelne pytania. Dlaczego nie mam orgazmu w tym samym czasie co ON? Na pewno jest ze mną coś nie tak, jeśli nie jestem w stanie osiągnąć orgazmu pochwowego. Czy to oznacza, że jestem oziębła? Mam anorgazmię? Czy powinnam się leczyć?

Najpierw należałoby wyjaśnić czym jest orgazm? Książkowo orgazm to „kulminacyjna faza podniecenia seksualnego połączona z doznaniem rozkoszy i reakcjami somatycznymi“. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem Wam, że osiągnięcie wspomnianej fazy kulminacyjnej różni się ździebko u kobiet i płci przeciwnej. Nie chcę zanudzać Was wykresami, dlatego napiszę tylko, że cały cykl reakcji seksualnej podzielono na cztery fazy: pożądanie, podniecenie, orgazm oraz ustępowanie podniecenia. Psikus polega na tym, że każda z tych faz może przebiegać u nas w innym czasie niż u partnera, w innym nasileniu i co innego będzie ją wywoływać. Co więcej, kobiety różnią się pomiędzy sobą względem zdolności do przeżywania orgazmu. Ale o tym za momencik.

Jak reaguje kobiece ciało podczas orgazmu? W szczytowej fazie uniesienia u kobiety mogą wystąpić mimowolne skurcze pochwy i macicy, skurcze zwieraczy odbytu, drżenie piersi, rumieniec, skurcze mięśni, w tym grymasy twarzy. Faza ta wiąże się również z chwilową utratą świadomości, co francuzi nazywają „małą śmiercią” (le petit mort). W przeciwieństwie do mężczyzn, u kobiet nie występuje okres refrakcji, dlatego kobiety są zdolne do przeżywania wielokrotnych orgazmów bez konieczności odpoczynku.

Brzmi pięknie i ładnie, gorzej jest w praktyce. A już najgorzej, jeśli coś nie idzie zgodnie z przyjętym modelem. Z jakiegoś powodu, co chwilę powstają to nowe publikacje „Jak osiągnąć orgazm?” lub „Jak doprowadzić ją do rozkoszy?”. Czytając te poradniki znaleźć można wiele przeróżnych pozycji, strategii kuszenia, uwodzenia, wykorzystania gadżetów, jednak w większości przypadków na nic się to nie przyda. Tajemnicy osiągnięcia orgazmu przez kobietę nie można zamknąć w jednej książce, ba, nawet stu książkach. Ta tajemnica jest w głowie i ciele każdej z nich.

Chociaż badacze do tej pory nie dowiedli naukowego potwierdzenia na istnienie punktu G i nadal toczy się spór o typologię orgazmów, jedno zostało wyjaśnione i o tym trzeba mówić. Wspominałam o roli łechtaczki już wcześniej, ale uważam, że należy powtarzać tę informację do skutku. Orgazm łechtaczkowy nie jest orgazmem gorszym niż orgazm pochwowy. Koniec kropka. Dla niezaznajomionych, orgazm łechtaczkowy to orgazm osiągnięty poprzez stymulację łechtaczki, orgazm pochwowy – stymulację pochwy poprzez penetrację. O co tyle szumu i skąd wzięło się takie przekonanie, które w niektórych żyje aż po dziś dzień?

Otóż nieźle namieszał nam tutaj dziadek Freud (ja tłumaczę to jego zamiłowaniem do kokainy), który uznał, że orgazm łechtaczkowy świadczy o niedojrzałości kobiety i w późniejszym okresie powinien przeistoczyć się w orgazm pochwowy. Tym samym, kobieta, która nie jest zdolna do osiągnięcia orgazmu pochwowego jest dziecinna, wybrakowana, gorsza. TA-DA! Dziękujemy Ci za lata omijania przez mężczyzn łechtaczki, jakby była tylko zbędnym narządem jak wyrostek. Na szczęście z pomocą przybył duet Masters&Johnson (polecam serial!), który raz na zawsze udowodnił absurdalność tego punktu widzenia. Podczas badań zmian fizjologicznych występujących podczas orgazmu, zaobserwowano, że nie różnią się one niczym w przypadku obu rodzajów orgazmu – pochwowego i łechtaczkowego. Nie oznacza to jednak, że kobiety nie są w stanie tych dwóch orgazmów inaczej przeżywać i rozróżniać. Co więcej, inne badania udowodniły, że do osiągnięcia orgazmu aż 70% kobiet potrzebuje stymulacji łechtaczki.

Jak widzicie orgazm to temat rzeka i na pewno jeszcze nie raz się tutaj pojawi. Na dziś morał jest jeden – każda kobieta jest inna. I każda potrzebuje innej formy stymulacji. Nie ma tutaj podziału na gorsza czy lepsza. Najważniejsze to dokładnie słuchać siebie i swojego ciała. Podążać za sygnałami jakie nam daje i nie przejmować się tym, co przekazują nam media lub inni. Wręcz przeciwnie, pogoń za orgazmem może jedynie skutecznie zablokować nas na odczuwanie jakiejkolwiek przyjemności z seksu. Bo skoro przez cały czas myślami wyczekujemy orgazmu, to nie skupiamy się na swoich przeżyciach tu i teraz. Czasami warto po prostu sobie odpuścić i czerpać satysfakcję z samej radości seksu, a nie orgazmu.

Standard
Ciało

Boska łechtaczka

BBQKRS_CYAEcGvP

Jeśli w łóżku nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o łechtaczkę.

Oczywiście w dużym uogólnieniu. Jednak coś jest na rzeczy, że ta część kobiecej anatomii jest traktowana po macoszemu. Prawie jak brzydsza i gorsza siostra Księżniczki Pochwy.

Jest to niesprawiedliwe. Dlatego dzisiaj staję w obronie łechtaczki, która tak naprawdę broni się sama, bo jest narządem niezwykłym. Gwarantuje Wam, że po tym tekście już nigdy nie spojrzycie na nią tak samo (jeśli uda Wam się ją dostrzec).

Założę się, że większość z Was nie wie jak duża jest ich łechtaczka. Tak naprawdę, część clitoris którą możemy zobaczyć gołym okiem to tylko czubek góry lodowej. Widoczna część ukryta pod wargami sromowymi to żołądź łechtaczki. (Tak kobiety również mają żołądź i to nie jedyne podobieństwo łechtaczki do penisa, ale o tym za chwilę.) Oprócz żołędzi łechtaczkę tworzy jeszcze trzon oraz odnogi, które odchodzą w kierunku ud i pochwy gdzie scalają ją ze spojeniem łonowym. By łatwiej to zobrazować pozwolicie, że posłużę się rysunkiem, voilà!:

clitoris

Całkiem imponujące, prawda? Oczywiście jak w przypadku całego naszego ciała, rozmiar łechtaczki zależy od indywidualnych predyspozycji, ale zazwyczaj żołądź łechtaczki nie jest większa niż paznokieć małego palca.

Jeżeli mózgiem mężczyzny miałby być jego penis, to mózgiem kobiety byłaby łechtaczka.

Penis w swej najbardziej wrażliwej części, czyli żołędzi, ma 4 000 zakończeń nerwowych. Bez wątpienia to dużo. Jeśli czytają to Panowie, sami mogą stwierdzić jaką wrażliwość na różnego typu bodźce ta część ich ciała posiada. Teraz uwaga, trzymajcie kapcie – kobieca łechtaczka ma wspomnianych zakończeń dwa razy więcej, czyli 8 000!!! Co czyni ją najbardziej czułym elementem kobiecego ciała. Przy niej nawet język czy opuszki palców wypadają blado.

Co więcej, wrażliwość łechtaczki na bodźce i w ogóle jej istnienie nie pełni żadnej innej funkcji w organizmie niż dawanie przyjemności. HOW COOL IS THAT?!

W związku z tak dużą wrażliwością, z łechtaczką należy obchodzić się ostrożnie i z należytym szacunkiem. Jest ona czuła do tego stopnia, że u niektórych kobiet jej bezpośrednia stymulacja może powodować ból i dyskomfort, a nie zapowiadaną rozkosz. W takiej sytuacji wyjściem jest wybranie mniej bezpośredniej formy stymulacji trzonu lub całego wzgórka łonowego.

Łechtaczka, podobnie jak penis, powiększa się. Dzieje się to za sprawą setki naczyń krwionośnych, które przenikają trzon oraz opuszki przedsionka. Pobudzone wypychają żołądź i pompują do niej krew. W ten sposób przekrwiona łechtaczka podwaja swój rozmiar. Erekcja łechtaczki nie jest jednak tak silna jak męskiego członka, bowiem zwiększa się jedynie jej ukrwienie, a nie odpływa z niej krew tworząc wzwód. Dzięki tej różnicy, łechtaczka nie tracąc na sile daje nam – kobietom, możliwość wielokrotnych orgazmów.

Dlaczego w takim razie ta część kobiecej anatomii była przez lata zaniedbywana i lekceważona? Dlaczego nadal istnieje przekonanie, że właściwy i jedyny prawdziwy orgazm to orgazm pochwowy, a łechtaczkowy to tylko miły dodatek? Dlaczego małym dziewczynkom opowiada się o ich waginach, nie wspominając słowem o łechtaczce? Na pewno pomógł nam w tym wujek Freud, który za swoich czasów określał orgazm łechtaczkowy jako infantylny, natomiast orgazm pochwowy mianował jedyną dojrzałą formą psychoseksualnego spełnienia kobiety. Choć ta teoria spotkała się z wielką krytyką, mam wrażenie, że zasiane ziarno wykiełkowało w całkiem spory baobab, którego skutki odczuwamy po dzień dzisiejszy.

Na temat różnicy – lub jej braku – pomiędzy orgazmem łechtaczkowym, pochwowym oraz innymi typami orgazmów skupię się w innym czasie. Muszę jednak powiedzieć to jasno i chciałabym, by ta wiadomość dotarła do każdej kobiety stąpającej po kuli ziemskiej:

To, że jesteś w stanie osiągnąć orgazm jedynie poprzez stymulację łechtaczki, nie czyni Cię inną, dziwną, wybrakowaną czy popsutą. To samo dotyczy kobiet, dla których łechtaczka równie dobrze mogłaby nie istnieć, bo nie sprawia im żadnej przyjemności, a satysfakcję seksualną uzyskują podczas stosunku pochwowego. Każde ciało jest inne, każde potrzebuje innej formy stymulacji. To co możemy zrobić, by mu w tym pomóc, to być dla niego cierpliwym i kochającym.

Standard