Ciało

Jak „to” nazwać?

Yuky Lutz

Jakie jest Wasze ulubione słowo na kobiece narządy płciowe? – Cisza. Po zachęcie może jedna lub dwie osoby zajmują nieśmiało głos. – No dobrze… A czy są takie, które zdecydowanie Wam się nie podobają? – Ciszy ustępuje potok słów złożony z określeń przez kobiety znienawidzonych, śmiesznych, infantylnych, czy po prostu wulgarnych.

Tak zazwyczaj zaczynają się warsztaty seksualne dla kobiet, które prowadzę. I niech nikt nie próbuje mi wmówić, że to nie jest problem, kiedy na jedną z najbardziej istotnych części naszego ciała same mówimy „to”, „tam”, „tam na dole” lub słowa zastępuje wymowne chrząknięcie.

Z czego to wynika? Po pierwsze, język polski nie jest zbyt łaskawy jeśli chodzi o nazewnictwo naszych miejsc intymnych. Spektrum sięga od określeń bardzo medycznych jak pochwa lub srom, przez infantylne, którymi karmią nas w dzieciństwie – myszka, muszelka, zosia, po wulgarne jak cipa, dziura, picza, locha. Nie mówiąc już o najgorszym z najgorszych (według mojego osobistego rankingu) – pizda. Można by przez chwilę pomyśleć, że jest w czym wybierać. Mhm… wystarczy spojrzeć na miny kobiet, gdy je wypowiadają.

Po drugie, duży wpływ miały uwarunkowania kulturowo-historyczne, dzięki którym wagina została zepchnięta do lamusa na rzecz kultu fallusa. Te działania skutecznie uśpiły naszą seksualność, a co tu dopiero mówić o zajmowaniu się tak błahymi sprawami jak nazwa narządów płciowych kobiety.

Niestety smutną prawdą jest, że o wiele większą swobodę w nazywaniu kobiecych narządów mają mężczyźni niż my same. Z tego powodu często przyjmujemy nazwę naszej waginy, którą posługuje się partner. Nie ma w tym nic złego. Każda para tworzy swój swoisty język, który dotyczy nie tylko sfery seksualnej, ale ogólnie naszego codziennego życia. Ale co jeśli partnera nie ma lub się zmienia? Dlaczego nie wynika to z naszej własnej potrzeby nazwania „czegoś”, co nie tylko jest naszym głównym źródłem przyjemności, ale jest zdolne do rzeczy niezwykłych jak wydawanie na świat potomstwa?

Dlaczego to ważne? Po co w ogóle TO nazywać? Bo to co nie nazwane, na zawsze pozostanie nam obce. Jeśli mamy dobrze czuć się ze swoją seksualnością, nie możemy lekceważyć źródła, z którego ta seksualność się wywodzi, ma swój początek i koniec. Jeśli ręka to ręka, a głowa to głowa, niech TO miejsce też ma swoją nazwę.

Jaką? To zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Może być bardzo osobista, wspólna z najbliższą osobą lub ogólnodostępna jak wagina czy łono. A może bardziej mistyczna i nawiązująca do czasów, gdy joni była symbolem bogini, źródła życia i całego wszechświata? Najważniejsze, byś czuła się swobodnie wypowiadając ją.

A Ty jakie lubisz określenie na TO miejsce? Poważnie, oczekuję odpowiedzi! W końcu komentarze są anonimowe.

Standard