Books

Fenomen Greya

tumblr_mw3zj3NeQU1s3dtkro1_500

Nie da się nie zauważyć, że tegoroczne Walentynki kręcą się wokół premiery filmu „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Jeśli już w tym momencie odechciało Wam się czytać ten tekst, zrozumiem, ale dajcie mi szansę. No więc świat oszalał na punkcie tajemniczego Greya oraz serii książek opowiadających o wprowadzaniu przez niego młodziutkiej i zagubionej dziewicy w świat BDSM. Grey i jego pięćdziesiąt twarzy, a raczej odcieni (ang. „Fifty Shades of Grey”) są dosłownie WSZĘDZIE, a ich głównym celem jest napędzenie sprzedaży. Oprócz logicznych powiązań produktowych takich jak zestawy erotyczne dla par, można znaleźć kosmetyki pachnące jak Grey, zestawy do makijażu, dzięki którym upodobnimy się do głównej bohaterki, lakiery do paznokci, pluszowe misie, rajstopy, a nawet dziecięce body. (sic!) Osobiście czekam aż McDonald wypuści z tej okazji wersję Happy Meal z miniaturowymi pejczykami i kajdankami.

Po co o tym piszę? Powieść pojawiła się w polskich sklepach w 2012 roku i pamiętam okres, w którym jadąc do pracy prawie każda kobieta w metrze, z wypiekami na twarzy trzymała Greya w rękach. Przez moment czułam się wręcz atakowana ze strony innych kobiet kiedy przyznawałam się, że „nie, nie czytałam”, a tym bardziej „nie zamierzam przeczytać”. Pomimo całego mojego sceptycyzmu, z racji mojego zawodu, nie mogłam przejść obojętnie obok zmian jakich dokonała ta książka w życiu kobiet na całym świecie. Chociażby faktu, że aktualnie w księgarniach półka z literaturą erotyczną, to nie dwie czy trzy pozycje, a cały wielki regał. Postanowiłam się przemóc i w imię nauki (haha), a trochę też z ciekawości – przeczytałam. I w końcu rozumiem.

Od razu zaznaczam, że jest to tylko moja opinia i moja próba zrozumienia tego zagadnienia, możecie się z nią nie zgadzać. Fenomen „Pięćdziesięciu…” wynika z naturalnej chęci, często przez kobiety niezaspokojonej, do przeżywania fantazji. Oczywiście mowa tu o fantazjach erotycznych, a nie o wakacjach na Bahamach. Patrząc daleko wstecz, kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, nigdy nie były kojarzone z fantazjami erotycznymi. Nie mówiąc o tym, że nikomu przez myśl nie przeszło, że kobieta ma jakiekolwiek potrzeby seksualne. Jasne, to się zmieniło i nadal zmienia. Niektóre kobiety oglądają porno, chodzą do sex shopów, potrafią otwarcie mówić o tym, czego potrzebują w łóżku. Jednak nadal jest to marginalny procent. Nie każda z nich, nawet jeśli miałaby zrobić to w odosobnieniu, znajdzie w sobie odwagę, by obejrzeć film pornograficzny. W kobiecych umysłach skutecznie zakodowano, że PORNO jest dla mężczyzn. Jest złe i obrzydliwe. Niejedna ma zresztą niemiłe wspomnienia związane z przypadkowym natknięciem się na tego typu film w wersji hard, zazwyczaj dzięki zabawnym kolegom. Tak więc szukanie przez nie materiałów wideo, które miałyby je podniecić, dać się ponieść fantazji, nie wchodzi w grę. Przynajmniej na razie. I nagle pojawia się na rynku coś, co jest papierową wersją porno dla kobiet.

Spotkałam się z porównaniem książek o Greyu do zasłużonych harlequinów i uważam je za niezwykle trafne. Nie bez powodu, harlequiny oznaczone czerwonych kolorem, zrobiły taką furorę i stały się nieodzownym dodatkiem szafek nocnych lat 90. Czytały je nasze matki i babki, w tym samym celu, w którym my sięgamy po Greya. Ta literatura jest łatwa, szybka i w subtelny sposób opisuje kontakty seksualne, które wykraczają poza społecznie przyjętą normę. Czytanie o seksie jest dla kobiet o wiele bardziej akceptowalną formą zaspokojenia swojej ciekawości seksualnej niż filmy uznawane za pornograficzne. Nic więc dziwnego, że książka odniosła tak ogromny sukces.

Żeby nie było tak kolorowo, dodam, że książka odwołuje się do najbardziej pierwotnych, uwarunkowanych biologicznie schematów dotyczących pożądanych przez kobiety cech u płci przeciwnej. Co wiele z was może potraktować jako atak na swoją inteligencję i zaradność. 😉 Grey jest zabójczo atrakcyjny, silny, a przede wszystkim ma władzę i dużo hajsu. Dodatkowo stosuje swoje praktyki BDSM na świeżo rozdziewiczonej, wstydliwej i zakompleksionej dziewczynie. Już brzmi żałośnie, wiem. W połączeniu z dialogami, które sprawiają, że odczuwasz cudzowstyd i to nie z powodu pikanterii, a poziomu żenady – może być dla niektórych nie do przeskoczenia.

Podsumowując, książka nie jest groźna, jeśli nie wpadnie w niepowołane ręce – mam na myśli nastoletnie dziewczęta. Co więcej, potraktujemy ją z przymrużeniem oka i pozwolimy, by była jedynie furtką do naszych skrywanych fantazji. Rozpoczęciem gry z naszą wyobraźnią.

Jeśli chodzi o film, zapewne możemy spodziewać się zdecydowanie bardziej ugrzecznionej wersji książki. W tym przypadku sprowadzi się to do scen erotycznych w postaci kadrów czerwonej pościeli i aksamitnej opaski na oczy. Boooring. Jeśli ktoś ma zamiar obejrzeć, dajcie znać jakie są wasze wrażenia.

P.S. Wiadomość do osób, które z różnych względów kategorycznie nie sięgną po tę pozycję. Nic straconego, fantazjom poświęcę jeszcze zupełnie oddzielny wpis. Może tam znajdziecie coś dla siebie. A w międzyczasie polecam moją ulubioną parodię zbliżającego się arcydzieła kinematografii.

Standard

3 thoughts on “Fenomen Greya

  1. Pingback: Zasłużyłam na mocnego klapsa - booklove!

  2. Przyznać trzeba, że Fifty Shades of Grey miało świetną reklamę – trochę szokuje, bo przecież dawno podobnego filmu nie było w kinach. Ja wolę jednak Nine 1/2 Weeks 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.