Edukacja

Zła edukacja?

Plakat_FDN_Mysle_wiec_nie_sle

Nie planowałam zabierać głosu w tej dyskusji, ale im więcej czytam i zagłębiam się w falę krytyki z nią związaną, nie jestem w stanie przejść obok obojętnie. Dyskusja dotyczy najnowszej kampanii edukacyjnej Fundacji Dzieci Niczyje, poświęconej sekstingowi czyli rejestrowaniu i przesyłaniu swoich zdjęć o charakterze seksualnym (zazwyczaj nagich) poprzez telefon lub internet. W ramach kampanii powstał spot (link!), który na łamach Wysokich Obcasów został zinterpretowany jako utrwalanie szkodliwych dla kobiet stereotypów na temat seksualności. Fundacja została posądzona o promowanie wśród nastolatek „mitu zdziry” i przerzucaniu całej odpowiedzialności za zjawisko sekstingu na kobiety.

Mam wrażenie, że ktoś tu czegoś nie rozumie. Fundacja Dzieci Niczyje, jak sama nazwa wskazuje, zajmuje się ochroną praw i przeciwdziałaniem przemocy, również seksualnej, osób małoletnich. I to do nich skierowana jest wspomniana kampania społeczna. Spot „Myślę, więc nie ślę” może szokować, ponieważ w sposób dobitny przedstawia rzeczywistość, w której przyszło żyć dzisiejszym nastolatkom. Język kampanii i użyte w niej określenia nie zostały wyssane z palca, a wręcz przeciwnie patrząc na brutalność i dosadność niektórych komentarzy z sieci myślę, że są jedynie namiastką i łagodną wersją rzeczywistości.

Edukacja seksualna nie powinna polegać jedynie na przypominaniu młodym ludziom o rozwijaniu ich seksualności, wolności w wyrażaniu, ale również w dużej mierze na przekazywaniu im rzetelnych informacji i informowaniu o konsekwencjach ich zachowania. Czy informując nastolatkę, że wchodząc po zmroku w ciemną ulicę może zostać skrzywdzona, a nawet zgwałcona, przekazuję jej krzywdzący stereotyp? Czy ograniczam w ten sposób jej prawo do wyrażania siebie i wolności? A może utrwalam seksistowski stereotyp, że kobieta jest słabsza i sobie nie poradzi? Nie zawsze moje drogie Panie chodzi o walkę płci i spór o to kto jest silniejszy, ale o REALNE zagrożenie.

To samo dotyczy wysyłania swoich nagich zdjęć. W dzisiejszej dobie przepływu informacji tracimy kontrolę nad tym co publikujemy w sieci z momentem jednego kliknięcia. Bezpowrotnie. I musimy liczyć się z komentarzami innych. Wydaje mi się, że jako ludzie dorośli, mamy jednak większą świadomość swoich działań i jesteśmy w stanie przewidzieć ewentualne konsekwencje. Inne prawa dotyczą dzieci i młodzieży i do nich skierowana jest ta kampania.

Kolejnym zarzutem wobec kampanii jest brak obecności sprawcy. Z racji swoich działań, Fundacja skupia się głównie na obronie i zadbaniu o bezpieczeństwo ofiary. Opinia, że równa się to zdjęciu winy ze sprawcy jest według mnie wielką nadinterpretacją. Nie da się skierować 30-sekundowego spotu zarówno do ofiary jak i sprawcy. Ten wątek nie został jednak pozostawiony sam sobie, ponieważ prawie równolegle prowadzona jest również kampania „Dodaj znajomego”, która skierowana jest do sprawców przemocy internetowej czyli „hejtujących”.

Swoją drogą, nie przypominam sobie, by w naszym kraju powstała kiedykolwiek ogólnopolska kampania skierowana bezpośrednio do osób  zagrażających seksualności dzieci i młodzieży. Czy kiedykolwiek doczekamy się podobnej kampanii jak ta naszych niemieckich sąsiadów? Myślę, że jeszcze długa droga. Ogólnopolskie kampanie potrzebują silnego wsparcia nie tylko merytorycznego (to na szczęście w naszym kraju już jest), ale również finansowego. Niestety świadomość społeczeństwa nie jest jeszcze na tyle duża, by którakolwiek z dużych marek lub korporacji podjęła się tak kontrowersyjnego tematu. A szkoda.

Dlatego zamiast robić nagonkę, powinniśmy być wdzięczni Fundacji Dzieci Niczyje, która odwala kawał dobrej roboty za tych, którzy boją się podejmować tak trudne tematy. Nawet jeśli to tylko czubek góry lodowej.

Standard