Seks

KancerSutra

KancerSutra_Objecia

Wielu pacjentów onkologicznych wraz z rozpoczęciem leczenia często rezygnuje z życia seksualnego. Fundacja Rak’n’Roll zachęca do uprawiania seksu i pokazuje, że pomimo choroby nowotworowej można i trzeba czerpać energię i radość z bycia razem.

Na początku leczenia obawy o życie i zdrowie są tak intensywne, że życie intymne schodzi na drugi plan. Nowotwór nie musi jednak oznaczać końca aktywności seksualnej. Istnieją bowiem setki sposobów na udany seks, nawet po mastektomii, czy ze stomią. Podczas choroby nie powinniśmy zapominać o tym, że intymność stanowi ważną sferę naszego życia, która wpływa pozytywnie na samopoczucie i wspomaga proces powrotu do zdrowia. Pomóc może nowa akcja edukacyjno-terapeutyczna Fundacji Rak’n’Roll – KancerSutra czyli sztuka miłości w chorobie nowotworowej.

KancerSutra to metoda jak opanować sztukę miłości w chorobie i jednocześnie nazwa nowej kampanii społecznej Fundacji Rak’n’Roll. Kampania skierowana jest przede wszystkim do kobiet chorujących na raka, a także do ich partnerów, których wsparcie w czasie leczenia jest szczególnie ważne. Projekt ma na celu pokazać, że pomimo choroby wciąż można prowadzić aktywne życie seksualne, a także dostarczyć profesjonalnego wsparcia parom, które z powodu raka przestały prowadzić udane życie seksualne.

W ramach kampanii pojawią się dwa spoty telewizyjne skierowane do mężczyzn i kobiet, zachęcające do zmiany podejścia do seksu i znalezienia przyjemności pomimo ograniczeń związanych z chorobą nowotworową. Kreacje mają na celu przede wszystkim wsparcie par w powrocie do bliskości i intymności w związku zgodnie z hasłem kampanii: „Jeżeli rak zabrał część Ciebie, całą resztę wypełnij radością”. Zaplanowano także kampanie prasową, internetową oraz warsztaty dla kobiet w największych miastach w Polsce.

Dostępna jest również strona internetowa www.kancersutra.pl, na której można znaleźć podstawowe informacje o problemie i porady, a także praktyczne informacje o gadżetach seksualnych, sztuczkach i pomysłach na udany seks. W ramach strony uruchomiona zostanie także anonimowa poradnia online obsługiwana przez ekspertów. Od września prowadzone będą warsztaty dla kobiet z seksuologami mające pomóc w przełamania barier w podejściu do życia seksualnego w trakcie lub po chorobie.

Jak na sztukę miłości przystało w kampanii nie mogło zabraknąć także rysunków z pozycjami zalecanymi w sztuce miłości jaką jest KancerSutra.

KancerSutra_Tatuaz

KancerSutra_Amazonka

KancerSutra_69

/ materiały Fundacja Rak’n’Roll

Standard
Seks

Akcja masturbacja

cara-delevingne-interview-7

Masturbacja to fun. To odkrywanie siebie, zaspokojenie potrzeby seksualnej, pretekst do fantazji, forma spędzania czasu samemu ze sobą, nauka własnego ciała i swoich potrzeb. Powodów, dla których warto po nią „sięgać” jest wiele. Jak to się jednak dzieje, że nadal spowita jest mgłą poczucia winy i zażenowania? Szczególnie w nas – kobietach. Jasne, że postrzeganie masturbacji się zmienia, na szczęście nie dochodzą już do nas głosy o możliwości utraty wzroku, odpadnięcia ręki czy plemników, które gdy ujrzą światło dzienne za pomocą „samogwałtu” pokierują prosto do wrót piekieł, gdzie przywita nas zapewne onanizujący się belzebub. To już za nami, choć patrząc w stronę niektórych polityków, mam wrażenie, że wspomniany belzebub nadal śni im się po nocach.

Ale do rzeczy. Masturbacja leży w naturze seksualnej każdej żyjącej istoty na tym świecie. Czerpanie przyjemności ze stymulacji narządów płciowych rozpoczyna się już na początku życia człowieka i mamy wtedy do czynienia z masturbacją dziecięcą. Choć nie są to zachowania interpretowane seksualnie, zła reakcja rodzica lub opiekuna na dziecięcą masturbację może na długie lata (jak nie na całe życie) wykiełkować w głowie negatywny stosunek wobec masturbacji i własnego ciała. Tak naprawdę istnieje niewiele sytuacji, w których masturbacja może nas zaniepokoić. Mam nadzieję, że poniższe pytania rozwieją wszelkie wątpliwości związane z tym tematem.

Czy masturbacja może być niebezpieczna? Może. Jak każde skrajności. Po pierwsze niebezpieczeństwo może powodować nietypowa forma masturbacji, która połączona jest z samookaleczaniem np. finezyjnym wykorzystaniem rury od odkurzacza lub wkładaniem sobie w różne miejsca różnych fikuśnych przedmiotów.

Czy można od masturbacji się uzależnić? Można. Osoby kompulsywnie masturbujące się kilka-kilkanaście razy dziennie robią to mimowolnie, nawykowo. W tym przypadku zachowania masturbacyjne nie mają już na celu zaspokojenia seksualnego, a poddania się wewnętrznemu przymusowi masturbacji nad którym nie ma kontroli. Osoba uzależniona cierpi z tego powodu, a ponieważ masturbacja pochłania jej coraz więcej i więcej czasu wpływa to niekorzystnie na życie zawodowe, rodzinne i społeczne. W tym przypadku należy zgłosić się do specjalisty – seksuologa.

Czy można uzależnić się od formy masturbacji? Można. Podręcznikowym przykładem jest specyficzna forma masturbacji wykorzystywana przez niektóre kobiety, czyli nakierowywanie prysznicem strumienia wody na łechtaczkę. Jeśli kobieta od początku swoich doświadczeń masturbacyjnych wykorzystywała do stymulacji narządów jedynie strumień wody, istnieje możliwość, że uwarunkuje ona swoje ciało, by osiągać orgazm jedynie w ten sposób. A jak wiemy, każda próba naśladowania tak specyficznego bodźca w sytuacji łóżkowej z góry skazana jest na niepowodzenie. Nawet z najbardziej doświadczonym kochankiem na ziemi.

Dlaczego masturbacja jest ważna? Brak kontaktu z intymnymi partiami swojego ciała – ze względów anatomicznych występujący zazwyczaj u kobiet – skutkuje brakiem znajomości własnych stref erogennych. W późniejszym kontakcie z inną osobą, może być jak błądzenie bez mapy i kompasu po zarośniętej gąszczem dżungli. I absolutnie nie chodzi mi o owłosienie. Jeżeli kobieta nigdy nie nawiązała kontaktu z własną cielesnością, nie odkryła tego, co sprawia jej przyjemność, doprowadza do orgazmu – skąd ma to wiedzieć jej partner? Oczywiście istnieje opcja polegania na doświadczeniu kochanka/ki. Ileż to nie nasłuchaliśmy się historii kobiet, które „rozkwitły” dzięki tej drugiej osobie. Niczym piękny kwiat, któremu potrzebna była jedynie żyzna gleba i odpowiednia konewka. Odnoszę wrażenie, że historie te powtarzane były, by kobieta nie mogła poczuć się tak samo silna, piękna i świadoma seksualnie bez pomocy mężczyzny. Odkrywanie siebie w parze, to zupełnie inna para kaloszy. Niestety, masturbacja bardzo często traktowana jest jako zamiennik kontaktu seksualnego z drugim człowiekiem. Na zasadzie „z braku laku”. Dopóki istnieje przekonanie, że mężczyzna masturbuje się „bo taką ma naturę”, a kobieta może co najwyżej pomarzyć o księciu na białym koniu z rączkami na kołderce będę powtarzać do znudzenia. Masturbacja to rozwój, samodoskonalenie i poznanie siebie. Doświadczenie tego co lubię, a czego nie za bardzo. O czym myślę podczas, co mnie podnieca, jaki dotyk lubię. Tego nie powie nam partner/ka, to wiemy tylko my.

Ku inspiracji, posłużę się klasykiem:

sam-anim

Standard
Weekend

Sunday chill

10394609_832869530084774_8703719578114554600_n

Mam nadzieję, że Wasz weekend był udany i przygotował Wasze głowy na nadchodzący tydzień. Zanim to się stanie i wszyscy przejdziemy w tryb pracujący, zapraszam na przegląd informacji o tematyce seksualnej. Zadbajcie o swój czas w ten niedzielny wieczór.

Fotografie pornograficzne „vintage”.

Fanpage, który powinniście znać.

Co mają ze sobą wspólnego zabawki dla psów i zabawki erotyczne? Sex toy or dog toy?

Macierzyństwo intymnie.

Fantazje seksualne zaklęte w rzeźbach.

Drewniane dildo za 2,5 miliona dolarów. Tak, to możliwe.

Trudności homoseniorów w Polsce.

Specjalnie zaprojektowany wibrator do stymulacji łechtaczki bez użycia rąk. Stworzony przez młode inżynierki i wydrukowany na drukarce 3D.

Film, który z jakiegoś powodu umknął mi wcześniej. Problem uzależnienia od seksu pokazany w zabawny i ciekawy sposób. Nie jest to kino wysokich lotów, ale na luźny wieczór jak najbardziej polecam. Thanks for sharing.  

Standard
Weekend

Relax, it’s just Monday!

5525796675d75

Taka kolej rzeczy, że po weekendzie musi przyjść poniedziałek. Dla umilenia tego jakże trudnego dnia dla nas wszystkich, kilka newsów i linków z ostatniego tygodnia.

Kampania udowadniająca, że można czuć się zmysłowo nie tylko z figurą modelki Victoria’s Secret #ImNoAngel

Seksualność osób niepełnosprawnych to nadal temat tabu. Niezwykłe zdjęcia włoskiego fotografa Olivier Fermariello.

O współczesnym mętliku w głowie kobiety na temat jej ciała,  jak zawsze rewelacyjna Sylwia Chutnik.

Najbardziej psychodeliczny filmik edukacyjny na temat seksualności dla dzieci EVER. Oglądacie na własne ryzyko trwałego uszczerbku na zdrowiu.

Dla odmiany edukacja seksualna w Polsce czyli historia o glebie i siewcy.

Ten jeden rodzaj krwi, którego nigdy nie zobaczysz w mediach.

Chodzenie po górach nago, czyli powrót do natury. Muszę przyznać, że te wypchane plecaki i duże brzuchy prezentują się rozbrajająco.

Standardy piękna.

Standard
Ciało

O penisie

tumblr_mcchyoUJo41qza249o1_500

Skoro było już o jądrach, czas zająć się ich bezpośrednim przełożonym – penisem. Zakładając, że o waginach się nie rozmawia, mam wrażenie, że o penisach rozmawia się aż za dużo. Nie zmienia to jednak faktu, że oprócz głupich żartów lub przechwalania się co do wielkości, o penisach rzetelnie mówi się niewiele. A jeśli już, to w samych superlatywach. Rzeczywistość oczywiście jest inna. Penisy też mają problemy. Nie zawsze są one jednak wynikiem bezpośredniego odzwierciedlenia rzeczywistości. Czas powiedzieć to głośno, mężczyźni również mają kompleksy dotyczące wyglądu swoich narządów intymnych.

Mogłoby się wydawać, że Panowie mają przewagę w kwestii postrzegania własnych narządów płciowych. Z powodu oczywistych różnic anatomicznych, mają oni okazję o wiele częściej na drodze swojego życia widzieć narządy innych mężczyzn, niż kobiety waginy innych kobiet. Chociażby podczas wspólnego obsikiwania murku lub malowania wzorów na śniegu w ramach braterskiego przymierza. Chłopcom nie mówi się, że mają być skryci, skromni i kucać podczas sikania tak, by nikt nic nie widział. Nie mam na myśli biegania z gołym tyłkiem po lesie, ale zwrócenie uwagi na fakt, że mężczyźni na swoje narządy patrzą inaczej od samego początku swojego życia. Od pierwszych lat mają z penisem kontakt na co dzień. Dotykają go, trzymają podczas podstawowej czynności jak wcześniej wspomniane sikanie. To umożliwia im naturalne oswojenie się z tą częścią ich ciała.

Nie oznacza to jednak, że u wszystkich mężczyzn występuje totalna akceptacja i zadowolenie z wyglądu swojego penisa. Istnieje jeszcze druga strona medalu, która może prowadzić do kompleksów lub nawet do zaburzenia psychicznego zwanego dysmorfofobią (nadmierne zaabsorbowanie rzekomym defektem własnego wyglądu). Według autora książki „Boskie przyrodzenie. Historia penisa” Tom’a Hickman’a, której fragmenty będę w tekście przytaczać, „kwestia rozmiaru penisa jest zakorzeniona w męskim umyśle od wczesnego dzieciństwa”.

ROZMIAR PENISA. To temat, którym lubią zajmować się przeróżne media, od tabloidów po „poważne” serwisy informacyjne. Zewsząd atakuje nas nieustająca próba odpowiedzi na pytanie o to, czy rozmiar ma znaczenie. Co i rusz napotykam się na różne statystyki, średnie liczone w stanie spoczynku lub też we wzwodzie. Opanował nas kult mierzenia penisa i klasyfikowania go do odpowiedniej szufladki mały/przeciętny/duży/wybryk natury. Tak jakby satysfakcja seksualna mężczyzn i jego partnera/ki sprowadzała się do miarki lub linijki.

Postawmy sprawę jasno. Dopóki możliwa jest penetracja i nie mówimy tu o dość rzadko spotykanej przypadłości jaką jest mikropenis (najkrótszy zbadany członek przez Kinsey’a miał 2,5 cm), satysfakcja seksualna mężczyzny i jego partnera/ki będzie zależała tylko od wspólnej inwencji twórczej, a nie od rozmiaru członka. Jedno jest pewne, najgorsze co można sobie zrobić to zafiksować się na wielkości. Co więcej, biorąc pod uwagę, że aż 70% kobiet potrzebuje do osiągnięcia orgazmu dodatkowej stymulacji łechtaczki naprawdę nie ma co sobie wielkościami głowy zaprzątać. Oczywiście są osoby, które preferują bardziej okazałe członki, tak samo jak panowie, którzy eliminują potencjalne partnerki ze względu na małe piersi. Decyzja, jakie kryteria wybierzemy w doborze partnera zależy od każdego z osobna, gorzej jeśli rozmiar penisa lub piersi przysłania nam tę drugą osobę.

Dla tych, których moje argumenty nie przekonują, odniosę się do genitologii (forma wróżenia z genitaliów), według której duży penis wcale nie zapewnia szczęścia w życiu. Na przykład Tybetańczycy wierzyli, że „jeśli przy kucaniu członek dotyka pięty, życie jego właściciela będzie pełne smutku.” Natomiast Hindusi uważali, że „nadmiernie obdarzony mężczyzna będzie biedny, nie spłodzi synów.” Informacja do Panów hojnie obdarzonych – genitologia to bujda na resorach i nie należy się tym przejmować.

Powracając do nauki. Wielkość członka była tematem wielu badań, choć na wyniki większości z nich należy patrzeć z lekką dozą ostrożności, ponieważ w dużej mierze polegały one na samopomiarze lub podaniu subiektywnych danych przez właściciela. Próbę uśrednienia wielkości penisa podjął również Alfred Kinsey, z którym wiąże się zabawna anegdota. Pewnego dnia profesor przerwał swój wykład i spytał jedną ze studentek, który element ludzkiego ciała jest zdolny najbardziej się powiększyć w stosunku do swojej wielkości podstawowej, dziewczyna się zarumieniła. „Profesorze Kinsey, nie ma pan prawa mnie o to pytać” – odparła. Wykładowca powiedział: „Myślałem o oku, o źrenicy oka. A panią, młoda damo, czeka wielkie rozczarowanie”.

Do kociołka dorzucili swoje Masters i Johnson dowodząc, że im mniejszy członek, tym większy jest jego proporcjonalny wzrost w stanie wzwodu. Niewiele osób wie, że penis może w trakcie zwiotczenia być ledwie zauważalny, a w trakcie wzwodu jego rozmiar jest porównywalny z innymi, większymi penisami. Co więcej udowodnili, że rozmiar penisa nie ma związku z posturą mężczyzny, a tym bardziej z wielkością jego nosa, stóp czy rąk. Zwolennikom tej metody „prześwietlania” potencjalnego partnera polecam powrócić do akapitu o genitologii.

Niestety, badania pokazują, że bez względu na inteligencję, wykształcenie, pochodzenie kulturowe lub etniczne, rywalizacja o wielkość członka jest tak silna, że mężczyźni chcą znać szczegóły na temat penisów poprzednich partnerów kobiety. Większość mężczyzn wypełniających anonimowe ankiety na pytanie czy chcieliby coś zmienić w wyglądzie swojego penisa odpowiada, że owszem „chcieliby mieć większego”. Wywodzi się to z wielu uwarunkowań kulturowych i czynników antropologicznych. Jeżeli ktoś jest chętny zgłębić temat, odsyłam do „Boskie przyrodzenie…”. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć, że to co wzmacnia rywalizację pomiędzy członkami i nasila kompleksy to filmy pornograficzne. Nie chodzi o to, żeby NIE OGLĄDAĆ, ale należy wziąć poprawkę, że członki tam „grające” są specjalnie do tej roli przygotowywane i poddawane różnym zabiegom. Od golenia włosów łonowych, by penis wyglądał na większego, stosowania pompek powiększających, po chirurgię plastyczną. Uświadamianie tego typu rzeczy, powinno wejść w stały element edukacji seksualnej. Ale to już zupełnie inny temat.

Dlatego kończąc już ten i tak przydługi wpis, dziewczyny i chłopaki pamiętajcie: to, że facet ma aparat z dużym obiektywem, nie oznacza, że jest fotografem. Potrzebne jest jeszcze zaangażowanie, pasja, cierpliwość i trochę techniki. A tego nie zapewni nawet największy sprzęt na świecie.

Standard
Sex vocabulary

Balls, bollocks, nuts

tumblr_ngzni4J33U1qza249o1_500

Jądra (ang. testicles od testify – zeznawać i łacińskiego testiculus) swoją nazwę zawdzięczają wierzeniom Rzymian, którzy swoje klejnoty traktowali niezwykle poważnie. Były bowiem podstawą do obrony honoru jegomościa, który na dowód swojej prawości przysięgał trzymając się za jądra. W ten sposób, ta część męskich narządów nazywana była „małymi świadkami”.

Anglosasi nazywali je cullions lub ballocks, które później przekształciły się w bollocks. W XVI i XVIII wieku obowiązywała również nazwa cods – od codpiece (mieszek) czyli części męskich spodni przeznaczonej na genitalia. Nie można nie wspomnieć o „orzeszkach”, czyli nuts. Amerykanie używają również nazwy rocks, natomiast Brytyjczycy knackers. Hiszpanie – cojones.

W Polsce jądra potocznie nazywane są jajami, jajkami, dlatego korzystając z okazji życzę Wam wesołego i zdrowego jaja. Najlepiej całym rokiem.

Standard
Do or don't

Dlaczego nie warto udawać?

abbey-lee-kershaw-hedi-slimane-25-magazine-2-4

O kobiecym orgazmie pisałam już tu i tu. Jak wiemy, wygląd kobiecych narządów jest różny, różne są też ich możliwości i predyspozycje do przeżywania orgazmu. Tak jest i już. Niektóre kobiety osiągają orgazm szybko (choć zdarza się to rzadko), inne potrzebują więcej czasu lub innej stymulacji. A co w sytuacji kiedy podczas zbliżenia orgazm nie przychodzi? Lub czas, w którym partner dochodzi do orgazmu jest znacznie krótszy niż potrzebuje tego Twoje ciało? Podczas gdy wszystkie znaki wskazują, że partner już chętnie wybrałby się na inną planetę, a Ty nie jesteś nawet w połowie drogi i dzielą Was te cholerne lata świetlne pojawia się pytanie w głowie: udawać czy nie?

Statystyki są niepokojące. 92% kobiet przyznaje, że choć raz w życiu udawało orgazm. 56% robi to od czasu do czasu. Powodów jest kilka. Wytłumaczenie, które pada najczęściej z ust kobiet to: nie chcę zrobić mu przykrości. No i mamy klops.

rolling-eyes-gif-401

Istnieje jakieś niezrozumiałe przekonanie, że jeśli kobieta nie będzie miała orgazmu podczas każdego stosunku, to urazi dumę mężczyzny. Tak jakby osiągnięcie orgazmu przez kobietę było dla mężczyzny trofeum, z którym później może przejść się po wiosce i opowiedzieć jak upolował fajną dzikuskę bijąc się przy tym pięścią w nagi, owłosiony tors. Na boga wyjdźmy z dżungli i porozmawiajmy.

Powodów, dla których tego orgazmu nie było może być mnóstwo. Możesz mieć zły dzień, tak po prostu. Być może Twoją głowę wypełniają inne myśli, które nie pozwalają Ci się skupić na tym co tu i teraz. To bardzo częsta przypadłość u kobiet, by zamiast skupić się na dotyku i pieszczotach partnera układać w głowie listę zakupów na następny dzień. Co ja tam miałam jeszcze…? A, papier toaletowy się skończył. Może do osiągnięcia orgazmu potrzebujesz innej stymulacji? To, że podzielisz się tym z partnerem, wcale nie będzie oznaczało, że jest on złym „kochankiem”. Jeśli obawiasz się bezpośredniej rozmowy, możesz przekazać to dyskretnie mową ciała. A może jesteś zmęczona? O ile Twój partner nie jest cyborgiem myślę, że zrozumie.

Jakie są konsekwencje udawanych orgazmów i co tak naprawdę kobiety robią sobie udając orgazm. Mechanizm jest taki. Udaję orgazm. On myśli, że było mi cudownie. Jeżeli brak orgazmu wynikał z nieodpowiedniej lub niewystarczającej stymulacji partner otrzymuje błędny komunikat. Zamiast nakierować partnera we właściwym kierunku, wysyłamy go w czarną otchłań. On dzięki pozytywnemu wzmocnieniu – przecież miała orgazm – swoje działania będzie powtarzał. Resztę historii możecie dopisać sobie sami. Uwierzcie mi, partnerowi tak samo zależy na Waszej satysfakcji w łóżku jak Wam. Jeśli tak nie jest, to jest to kwestia dyskusyjna czy jest to odpowiednia osoba do dzielenia łóżka i jakie są jej intencje.

Kolejnym dowodem na to, że udawanie to nie do końca dobry pomysł to reakcja mężczyzn. Ach no tak chcemy dla nich jak najlepiej, ale czy oni sobie tego życzą? Czy ktoś zapytał się ich o zdanie? Nie spotkałam się jeszcze z opinią płci przeciwnej, że udawane orgazmy są super. Możecie same zrobić eksperyment w zaufanym gronie osobników płci męskiej. Podsumowując, dziewczyny! umiejętności aktorskie (niewątpliwie takie macie) polecam wykorzystywać w innych sytuacjach – nadal łóżkowych, ale niedotyczących orgazmu. Ta zabawa, do niczego dobrego nie doprowadzi.

Standard